Connect with us

Poradnik

Po pandemii problem nastoletniej przemocy w social mediach nasilił się. Czy w Kole również?

Opublikowano

dnia

Dwa lata pandemii zmieniły relacje w świecie młodych. Często skazani byli na kontakt w grupie rówieśniczej poprzez social media. Niektórzy dzięki temu wykreowali „ja” idealne, które nijak nie przystaje do „ja” realnego. Chcą teraz utrzymać fałszywą popularność zdobytą w lajkach. Najłatwiej to zrobić, szukając kozła ofiarnego i wykluczając go z grupy. Do gabinetów psychologów i psychiatrów zgłaszają się ofiary tego typu nękania.

Z problemem cyberprzemocy mierzy się dziś wiele dorastających dzieci, które półtora roku przesiedziały przed komputerami. W mediach społecznościowych posługują się specyficznym językiem, którego dorośli często nie rozumieją. To język brutalny, nakierowany na konkretne osoby. Przenosi się on do szkół. A dorośli są wobec niego bezradni – nie rozumieją nowej formy nękania. Często uważają, że wręcz nic się nie dzieje. Nie dostrzegają niuansów, które bez problemu wychwytuje ofiara internetowego hejtu. Półtora roku nauki zdalnej to zjawisko wzmocniło.

Wychowawcy często sprawę bagatelizują. Trudno złapać prowodyra hejtu, bo ten często zmienia się. To, zdaniem Agnieszki Jastrzębskiej, psychologa, innowatorki edukacyjnej, po pandemii prawdziwy problem social mediów.

Fałszywa popularność z Instagrama i innych social mediów podbudowana wieloma lajkami czasem nie utrzymuje się w realnym życiu, więc trzeba ją jakoś odbudować. Niestety, bywa że kosztem jednej osoby.

„Popularność w >>realu<< najłatwiej znaleźć poprzez wskazanie kozła ofiarnego. Tak wygląda nowa forma nękania: jedna osoba kontra grupa. W >>realu<< pojawia się izolowanie >>kozła<<, grymasy. Trwa to zazwyczaj wystarczająco długo, żeby >>kozioł<< trafił w stanie rozpaczy do psychologa bądź psychiatry” – tłumaczy Agnieszka Jastrzębska.

Wyłączenie się z social mediów może nic nie dać. Jeśli nękana osoba nie uczestniczy w danej społeczności, i tak poczuje za swoimi plecami prześladowców; memy, zrobione z ukrycia zdjęcia, uśmiechy, komentarze. Czuje wzrok, szeptanie.

Nieustanny pręgierz porównywania się

Nawet jeśli nie dochodzi do hejtu, nieprawidłowe korzystanie z social mediów stanowi ryzyko dla pewnej grupy szczególnie wrażliwych osób, które śledzą influencerki, ale i swoje koleżanki na przykład na Instagramie. Zdaniem Jastrzębskiej właśnie to medium jest narzędziem doskonałym jeśli chodzi budowanie fałszywej popularności, fałszywego i idealnego „ja”.

Obserwator takiego „budowniczego” może czuć się coraz mniej wartościowy, bo widzi np. nieosiągalne standardy piękna. W gabinecie psycholożka przyjmuje dziewczyny, które nie mogą się „pochwalić” popularnością z Instagramu, a w związku z tym budują fałszywe, zaniżone zdanie na swój temat. Pojawia się anhedonia – niemożność odczuwania radości, przewlekły smutek, bo przecież koleżanka na Instagramie jest taka radosna, taka piękna, ma tak cudowne usta, „ja nigdy taka nie będę”. „Niewystarczająca” – to słowo, które Jastrzębska najczęściej słyszy w swoim gabinecie. Można przetłumaczyć: „ciągle porównująca się do zniekształconych standardów”.

Szkoła zaś nie uczy kultury mediów społecznościowych, zaś wielu uczniów nie rozróżnia, co jest prawdą, a co życiem online.

Social media są dla ludzi, ale korzystajmy z nich z głową

„Wszystko jest dla ludzi, ale ze wszystkiego trzeba korzystać z głową. Instagram, Tik Tok są dla rodziców wygodne, bo dziecko bierze telefon do ręki i mają je z głowy. Usprawiedliwiają ten brak czasu dla dziecka koniecznością zarabiania pieniędzy, bo przecież recesja, bo teraz pomagamy Ukraińcom. Dzieci z łatwością wchodzą w świat wirtualny, ale takie puszczenie samopas zawsze źle się kończy. Media społecznościowe to nie samo zło, teraz dzięki nim pomagamy uchodźcom” – zastrzega dr Ewa Jarczewska-Gerc, adiunkt na Wydziale Psychologii Uniwersytetu SWPS, psycholog społeczny, trener biznesu.

Zwraca uwagę, że pod koniec lat dziewięćdziesiątych XX w. podobną rolę, jak popularne teraz wśród młodzieży media społecznościowe, pełniły kolorowe magazyny wydawane na lakierowanym papierze, z okładkami, na których były wyretuszowane zdjęcia gwiazd. Zasięg tych pism był jednak nieporównywalnie mniejszy niż zasięg współczesnych mediów społecznościowych, choć i wtedy powstawały prace naukowe na temat negatywnego wpływu wizerunku idealnych ciał na psychikę młodych.

„Dziś nie tylko dziewczynki, również chłopcy mają problemy z akceptacją własnego ciała, bo nie rozumieją, że świat Instagrama jest w większości >>fejkiem<<” – podsumowuje dr Jarczewska – Gerc.

Jej zdaniem, tylko budując z dziećmi prawdziwą więź, budując ich poczucie wartości, sprawczości, rozwijając ich talenty, możemy walczyć z nieprawdziwym światem współczesnych mediów społecznościowych. Same w sobie nie są złem. Złe jest to, w jakim celu są wykorzystywane.

„Gdybyśmy wspierali młodych skutecznie w dążeniu do wartości, byciu współczującym, dobrym człowiekiem, mieli dla nich czas, mówili, że to wiedza jest fajna, a nie grymas na zdjęciu wrzuconym na Instagram, byłoby lepiej. Oczywiście, bez fałszywego przesłania, że wygląd nie jest ważny, bo to nieprawda” – radzi dr Ewa Jarczewska – Gerc.

Podkreśla, że trzeba aktywizować dzieci.

„Pójdźcie razem na spacer, porozmawiajcie, pobiegajcie wspólnie, przekierujcie uwagę młodych na rozwój intelektualny. Tłumaczcie, że nie można uzależniać się od opinii innych na własny temat” – mówi.

Prawdziwe więzi buduje się w realu

„Każdy człowiek potrzebuje więzi i poczucia przynależności. Takie umiejętności nabywa się od wczesnego dzieciństwa. Pierwotna więź z matką, opiekunem, daje podstawę do budowania prawidłowych relacji z innymi ludźmi. Do prawidłowego funkcjonowania potrzebujemy kontaktów w realnym życiu. Żeby budować więzi, potrzebna jest wymiana bliskości. Ważny jest kontakt wzrokowy, emocje, informacja zwrotna, jak jesteśmy odbierani. To nas prawdziwie rozwija. Tylko w naturalnym środowisku jesteśmy w stanie budować relacje” – podkreśla dr Jolanta Paruszkiewicz, lekarz pediatra, psychiatra dzieci i młodzieży z Centrum Medycznego Salus Pro Domo, wieloletnia ordynator Oddziału Psychiatrii Dziecięcej w Józefowie.

Tymczasem świat online to szybkie, krótkie komunikaty, często podlane krytyką.

„Dziecko, im wcześniej korzysta z mediów, które często zastępują zabawę z rówieśnikami i ograniczają bezpośredni kontakt (a to ma znaczenie w rozwijaniu wspólnych zainteresowań), tym trudniej w dalszym rozwoju uwewnętrznia poczucie własnej wartości, trudniej rozwija umiejętności współpracy, uwewnętrznia poczucie wpływu, znaczenia wśród rówieśników. Dziecko, a potem młody człowiek czuje się wyobcowane, nie ma poczucia przynależności do grupy. To prosta droga do samotności z powodu wykluczenia. Rodzi się depresja, lęk, również z powodu niemożności odnalezienia się we współpracy – mówi lekarka.

Wspólną cechą młodych korzystających nadmiernie z mediów społecznościowych jest poczucie bezradności i braku przynależności do grupy. Dopóki są w grupie społecznościowej, jakoś funkcjonują. Gdy zaczyna się wykluczenie, nie wiedzą, co się dzieje na Instagramie czy na innej grupie, zaczyna się rozpacz. A jak by tego było mało, wiele dzieci ma mało okazji, by budować rówieśnicze więzi w realnym świecie – są wożone do szkoły i z jednych dodatkowych zajęć na kolejne. Na normalne życie może nie starczać czasu. Trudno, żeby w takich warunkach miały poczucie przynależności do grupy czy wpływu na relacje.

Szkoła to dla młodzieży bardzo istotne miejsce. Psychologowie podkreślają, że świadomi nauczyciele powinni pracować nad stworzeniem autentycznej społeczności klasowej i grup, w których odbywać się będzie wymiana zainteresowań, uzdolnień. Na początek wystarczyłaby rozmowa na temat problemów młodych, jak sobie z nimi radzić, jakie dzieci mają propozycje, pomysły na pomaganie sobie wzajemnie, dlaczego pomaganie jest ważne itp.

Jednak nauczyciele muszą gonić z programem, na nic nie mają czasu. Nie ma jednak wątpliwości, że w tak skomplikowanej rzeczywistości, po dwóch latach nauki zdalnej, a zaraz potem wojnie za miedzą, treningi umiejętności społecznych powinny stać się standardem w każdej szkole.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Kontynuuj czytanie
Reklama
Kliknij, aby skomentować

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Poradnik

Mobbing: przemoc w białych rękawiczkach

Opublikowano

dnia

Dodane przez

Mobbing to najczęściej przemoc w białych rękawiczkach – dlatego tak trudno go zidentyfikować i się z nim uporać – zwraca uwagę terapeutka Kinga Rochala. Dowiedz się, jakie są cechy mobbingu, jak wpływa na życie, czy można się przed nim uchronić i jakie cechy ma mobber.

Co to jest mobbing?

To najczęściej forma przemocy psychicznej, terror psychiczny, emocjonalna manipulacja, choć może być też fizyczna, także o podtekście seksualnym. Charakteryzuje się np. nękaniem, obrażaniem, wyzywaniem, wyśmiewaniem, upokarzaniem, izolowaniem, lekceważeniem. Często osoba podlegająca mobbingowi przez dłuższy czas nawet nie dostrzega tego, że żyje w dużym uwikłaniu. Zauważa dyskomfort, coś jej nie pasuje, ale nie do końca umie zdefiniować co to takiego, trudno jej to uchwycić. Z czasem samopoczucie zaczyna się pogarszać, dochodzą do tego objawy somatyczne: ból głowy, żołądka, trudności ze snem. I choć takie osoby odczuwają niechęć do pójścia do pracy, mają zaniżone poczucie własnej wartości, nie zawsze wiążą to z tym, co dzieje się w pracy.  

Jak to możliwe?

Bo to jest przemoc w białych rękawiczkach, porównałabym ją do tzw. syndromu gotowanej żaby: gdy żabę wrzucimy do wrzątku, to ona wyskoczy, ale gdy zaczniemy ją podgotowywać zaczynając od letniej wody, to uśpimy jej czujność i ona da się ugotować. Podobnie jest z nami: gdy jesteśmy już w jakimś środowisku, to przejawy takich zachowań często są nieuchwytne, a do tego różny też jest próg tolerancji u różnych osób: jedni zorientują się szybciej, inni później.

Często jest tak dlatego, że osoba stosująca mobbing jest bardzo uważna: jeśli stosuje przemoc, to w taki sposób, aby nikt nie był jej w stanie nic zarzucić, jest w tym bardzo ostrożna.

Zdarza się, że oprawca nie zdaje sobie sprawę z tego, że przekracza granice i że to co robi nazywamy mobbingiem?

Bywa też i tak, że to nie są zachowania intencjonalne, a np.  schemat wyniesiony z domu. Może też być problem z osobowością, trudnościami w radzeniu sobie z napięciem. Wiele osób, które mobbują, ma cechy osobowości socjopatycznej/psychopatycznej. Zazwyczaj to też osoby bardzo inteligentne, wysoko funkcjonujące, w pozycji autorytetu, więc sytuacja jest najczęściej dość złożona. Generalnie osoby stosujące przemoc mają bardzo silnie działający mechanizm wyparcia.

Mobberzy czasami stosują mobbing dlatego, że mają nad sobą kogoś, kto stosuje podobne zachowania wobec nich. Tak więc faktycznie, czasami możemy próbować tłumaczyć te zachowania, ale to nie znaczy, że można się na nie zgadzać.

Dlaczego mobbing jest szkodliwy, co takiego może nam zrobić?

Na pewno można powiedzieć zarówno o skutkach krótko jak i długoterminowych. Krótkoterminowe to pojawiające się poczucie winy, wzmożone odczuwanie irytacji, złości, przygnębienia, apatii, zniechęcenia, bezradności, obniżenie poczucia własnej wartości, pewności siebie, świadomości swoich kompetencji.

Długoterminowe to utrata motywacji do pracy, obniżony nastrój, zaburzenia koncentracji, trudności w wyrażaniu swoich myśli, trudności z pamięcią, uzależnienia (sięganie po alkohol, leki, narkotyki) podejmowanie zachowań ryzykownych, nałogowych, zaburzenia snu, odżywiania, przewlekłe bóle głowy, wypalenie zawodowe, zaburzenia lękowe, nerwice, zespół stresu pourazowego (PTSD), depresja, a nawet myśli i próby samobójcze.

Osoba, która doświadcza mobbingu, zaczyna wycofywać się z relacji, myśleć sobie: “Coś ze mną jest nie tak, coś ze mną jest nie w porządku, ja się do niczego nie nadaję, bo skoro ktoś ciągle się mnie czepia, zwraca mi uwagę – to chyba coś w tym musi być”.

Oczywiście ludzie różnie to przeżywają – dużo zależy od poczucia własnej wartości, podatności na ocenę innych, siatki wsparcia w swoim otoczeniu, osobowości, zasobów, umiejętności. Jedni będą w stanie jakoś się bronić, stawiać granice, inni mniej, wiele jest czynników na to wpływa.

Czy w dzisiejszych czasach częściej dochodzi do mobbingu, czy po prostu częściej o tym mówimy?

Zdecydowanie częściej mówimy, ale też nie jest tak, że kiedyś mobbingu nie było. Dziś jesteśmy bardziej świadomi, bardziej wyedukowani, coraz więcej mówi się o tym w mediach, jest też sporo literatury na ten temat, ludzie rozmawiają o tym między sobą, biorą udział w szkoleniach, warsztatach. Co, niestety, nie przekłada się na reagowanie na mobbing, bo zazwyczaj jeżeli mierzymy się z takim doświadczeniem, to bardzo trudno jest nam o tym mówić. Ludzie ukrywają swoje uczucia myśląc, że to z nimi jest coś nie tak, wstydzą się o tym mówić myśląc, że byłoby to okazaniem słabości. I w związku z tym bardzo długo bagatelizują sytuację.

Sprzyja temu też nasz styl życia, ciągły pęd powoduje, że nie zatrzymujemy zbyt długo przy różnych sprawach, do wielu spraw podchodzimy technicznie, nie zastanawiamy się, jakie emocje temu towarzyszą. I dopiero gdy się zatrzymamy, okazuje się że jest sporo spraw, którymi warto byłoby się zająć, przyjrzeć, które trzeba by sobie poukładać. Zdarza się, że dopiero w procesie terapeutycznym psychoterapeuta uświadamia nam, że problemy, z jakimi przyszliśmy, to efekt mobbingu, że zachowania szefa to sytuacje, w których jest bardzo dużo agresji, często biernej agresji i nie musimy, a nawet nie powinniśmy się na nie zgadzać.

Czy mobbing dotyczy tylko sytuacji w pracy, czy to szersze pojęcie?

Dotyczy różnych sytuacji, w różnych miejscach – może zdarzać się w szkole, w domu, w pracy, na uczelni, choć mobbing jest pojęciem z zakresu prawa pracy ponieważ z definicji oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi.

Nękanie psychiczne może wywoływać także fizyczne objawy. Jakie na przykład?

Bóle brzucha, rozstrój żołądka, bóle głowy, kłopoty ze snem. Często zanim osoba mobbowana zgłosi się do psychologa, psychoterapeuty, najpierw odwiedza innych specjalistów w poszukiwaniu przyczyny swoich dolegliwości. Badania od góry do dołu nic nie wykazują, bo to wszystko odbywa się na poziomie głowy, ale jeśli nic z tym nie robimy, ciało daje nam już mniej subtelne sygnały, że coś jest nie tak i trzeba się tym zająć.

Ból brzucha to efekt tego, że jest we mnie bardzo dużo napięcia, że się boję, ciągle czegoś się obawiam, że żyję w ciągłym stresie. Gdy nic z tym nie robię, pojawiają się biegunki, rozstrój żołądka, nieprzespane noce, różnego rodzaju kłopoty ze snem: z zaśnięciem albo z wybudzaniem, pojawiającymi się koszmarami sennymi. To efekt niewyrażania emocji, tłumienia w sobie w różnych nieprzyjemnych uczyć, niechęć do rozmawiania o tym, co się dzieje, unikania innych, izolowania się, zaprzestania robienia rzeczy, które kiedyś sprawiały nam przyjemność. A to wpływa na całe nasze funkcjonowanie.

Najczęstsza reakcja to “chowanie się do nory”, ale czy może na przykład objawić się agresją?

Oczywiście. To efekt nieradzenia sobie z napięciem – gdy nie uruchamiamy złości, tylko trzymamy w sobie napięcie, kiedy coś się dzieje, w końcu dochodzi do wybuchu. Gdy ktoś nas krzywdzi, a my nic z tym nie robimy, idzie to w kierunku doświadczania uczucia smutku, przygnębienia, poczucia krzywdy. Nieprzyjemne uczucia warto traktować jak „przyjaciela”, który o czymś nas informuje, że np. przekraczana jest nasza granica, nie zgadzamy się z czymś, warto w tedy coś z tym zrobić.

Jeżeli nie wyrażamy nieprzyjemnych uczuć to kumulujemy je w sobie i bardzo często dochodzi do wybuchu. Zdarza się, że odreagowujemy na innych, bogu ducha winnych całej tej sytuacji.  

To jak sobie w takiej sytuacji radzić? Najłatwiej byłoby rzucić taką toksyczną pracę, ale nie zawsze możemy sobie na to pozwolić.

Najczęściej bardzo trudno podjąć decyzję o odejściu z pracy. Przede wszystkim dlatego, że osoba doświadczająca mobbingu najpierw uderza w siebie: myśli, że to z nią jest coś nie w porządku, zaczyna wierzyć, że szef ma prawo ją tak traktować, zaczyna myśleć o sobie tak, jak jest traktowana.

Warto jednak nazywać jasno to, co się dzieje i rozmawiać o tym z innymi ludźmi. Odejście z pracy czasami jest jedynym rozwiązaniem, by poradzić sobie z tą sytuacją, ale to nie załatwia tematu do końca. Te emocje zostają w człowieku i trzeba się z nimi uporać. Niektórzy decydują się na konsultację z psychologiem, psychoterapeutą by porozmawiać z kimś na ten temat i zobaczyć co mogą zrobić. Czasem idą na psychoterapię krótko lub długoterminową, często korzystają z różnego rodzaju warsztatów dotyczących pracy nad pewnością siebie, bo to sfera, którą trzeba odbudować, nauczyć się znowu wierzyć w siebie.

To czego nie wolno nam robić, to porównywać siebie do innych, bo to nic nie wnosi. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne umiejętności, warto doceniać siebie za drobne rzeczy, zrozumieć, że mamy prawo popełniać błędy – dać sobie na to przyzwolenie. Przecież w dużej mierze uczymy się na błędach i możemy wyciągać wnioski. Nie ma co dążyć do ideału, starać się nie być perfekcjonistą, bo to droga bez końca – zawsze coś może być lepiej, zresztą często to nie jest doceniane, a to z kolei budzi frustracje.

W reakcji na mobbing najczęstszą reakcją jest chęć pokazania się z jak najlepszej strony, dania z siebie jak najwięcej, by pokazać, że przecież potrafimy, że nie zasługujemy na złą ocenę. Tymczasem w takim układzie nigdy nie zadowoli się szefa, próżno czekać na pochwałę i szukać uznania w jego oczach. I nawet gdy w końcu dostaniemy przysłowiowego cukierka, takiego “głaska”, to za moment i tak odbierze nam wiele energii swoimi kolejnymi złymi zachowaniami wobec nas.

Jak się bronić przed mobbingiem? To w ogóle możliwe?

Poznawać siebie, swoje mocne strony, swoje zasoby i znać swoje nie tyle słabe strony, co obszary do pracy. Nie oceniajmy się, lecz raczej sprawdzajmy co mogę z tym zrobić, jakie mam umiejętności, by sobie z tym poradzić. Dobrze jest się otaczać pozytywnymi, sympatycznymi ludźmi, mieć pasje i zainteresowania. To daje poczucie, że nasz świat to nie tylko ten jeden obszar, który dostarcza nam trudnych sytuacji i nieprzyjemnych emocji, ale że mamy coś innego co dodaje nam energię i szansę na poczucie się lepiej, na odreagowanie nieprzyjemnych emocji. 

A można się ustrzec przed mobbingiem? Jakoś się zabezpieczyć?

Idąc do nowej pracy zwróćmy uwagę, by nie dać uwikłać się w jakieś dziwne układy. Zadbajmy zawczasu o stabilne poczucie własnej wartości, a wpływa na to wiele czynników: ludzie, którzy nas otaczają, otwartość, różne doświadczenia, chęć rozmawiania z innymi.

Nauczmy się nie dawać wyprowadzać z równowagi, stawiać granicę, być asertywnym.

Jeżeli z tym jesteśmy na bakier, to gdy ktoś zacznie przekraczać nasze granice, nie będziemy umieli zareagować. Pamiętajmy, też że to my wyznaczamy granice, a ludzie zrobią tyle, na ile my im pozwolimy.

Łatwo się mówi, ale nie każdy umie powiedzieć szefowi: “Nie życzę sobie, żeby pan tak do mnie mówił”.

Oczywiście, że to trudne! W dodatku najczęściej to bardzo złożone ponieważ z jednej strony mamy potrzebę zarabiania, by z czegoś się utrzymać, po drugie sama praca może nam się po prostu podobać, po trzecie doświadczamy czegoś nieprzyjemnego. Dobrze jest wtedy rozmawiać z ludźmi, mówić o tym czego doświadczamy, informować o tym co się dzieje, żeby samemu wiedzieć, że to co ja robię jest ok, żeby nie zacząć podważać swoich umiejętności i kompetencji. Dbajmy o sobie, bo jeżeli mamy zasoby: fajne towarzystwo, znajomych, rodzinę, współpracowników to łatwiej jest znieść taką sytuację, stawić jej czoło.

Najgorzej jest w sytuacji, kiedy mobbing w pracy nakłada się np. na kryzys w domu – to może sprawić, że stracimy grunt pod nogami.

Gdy zdamy sobie sprawę z tego, że jesteśmy ofiarą mobbingu możliwe jest pozostanie w takiej pracy i odbudowanie się?

Wszystko jest możliwe, tylko trzeba zastanowić się czy warto, zadać sobie pytanie gdzie jest nasza granica, czy pozostając w takiej pracy, mam więcej zysków czy strat.

Przypomina mi to historię jednej z moich pacjentek. Doświadczała wielu zachowań agresywnych  ze strony swojego szefa, który nieustannie ją ośmieszał, ciągle mówił, że nic nie potrafi, ale robił to sprytnie, bo tylko gdy byli sami, natomiast przy innych ją chwalił, by chwilę później mówić, że tak naprawdę to co robi, to nic specjalnego. I ona sama go długo tłumaczyła, że zasłużyła, że przecież czasami dostaje pochwałę. On w ten sposób przykrywał swoje złe zachowania, żeby ją w tej pracy zatrzymać, bo była dobrym pracownikiem. W końcu miała tego dość i zmieniła pracę. Po kilku miesiącach pracy terapeutycznej powiedziała mi, że nigdy w życiu nie wróciłaby do tamtej pracy, chociaż wcześniej myślała, że to niemożliwe, bo była ona spełnieniem jej marzeń. Dziś uważa, że złożenie wypowiedzenia to była najlepsza decyzja życiu i dopiero teraz, pracując w innym miejscu, czuje, że żyje naprawdę, że się realizuje i jest szczęśliwa. Jest w zupełnie innym miejscu w swoim życiu: tam ciągle czuła się przytłoczona, w ciągłym lęku, zastraszona, z ciągłym z bólem głowy, nieprzespanymi nocami – to klasyczne objawy osób, które doświadczają mobbingu.

Czyli, aby wywikłać się takiej sytuacji najpierw musimy zauważyć, że problem nie leży w nas, lecz po drugiej?

Niejednokrotnie dopiero, gdy taka osoba zmieni pracę, zaczyna dostrzegać jakie to wszystko było dla niej straszne, przytłaczające i trudne. Ciężko jej wtedy zrozumieć dlaczego tak długo się na to godziła. Dopiero spojrzenie z dystansu sprawia, że zaczyna dostrzegać jak bardzo to, co się działo, było niewłaściwe. I tu wracamy do syndromu gotowanej żaby – siedząc w tym, nie widzimy, co się dzieje. Dopiero spojrzenie z zewnątrz sprawia, że zaczynamy dostrzegać zupełnie inną perspektywę. Wtedy okazuje się, gdy relacje w pracy są normalne, towarzyszy temu inna energia, inny nastrój. Dlatego ważne jest, by słuchać co mówią inni, nie zamykać się w sobie. Osoby doświadczające zachowań agresywnych ze strony mobbera/mobberki  często słuchają tylko tej osoby, która stosuje przemoc, wierząc, że ona jest szczera, a cała reszta mówi tylko to, co chciałaby usłyszeć. Działa wtedy podobny mechanizm jak w syndromie sztokholmskim – broni się oprawcy: on nie miał wyjścia, przecież błąd był po mojej stronie, zasłużyłam na te uwagi itd.

Czy są jakieś zawody, w których częściej zdarzają się takie sytuacje?

Mówi się, że zawody, które predysponują do agresywnych zachowań to urzędnicy państwowi i prawnicy. Tam, gdzie po stronie szefa jest duży poziom decyzyjności, który daje mu de facto poczucie władzy, choć nie zawsze wiąże się to faktycznie z wysokim stanowiskiem, czasem wystarcza sama zależność od kogoś.

Bardzo często osoby stosujące przemoc są osoby bardzo inteligentne, wysoko funkcjonujące. Znam małżeństwo, w którym pan jest wysoko postawionym urzędnikiem, w towarzystwie postrzegany jako uroczy, dusza towarzystwa, zawsze pomocny, otwarty, angażuje się różne akcje charytatywne, ale ma też drugą twarz: w domu jest osobą bardzo agresywną. Sądzę, że większość znajomych przeżyłaby szok, gdy się o tym dowiedziała. Jako osoba bardzo inteligentna, świetnie wykształcona, potrafi skupiać uwagę na tym, na czym jemu zależy, wie, gdzie i na co może sobie pozwolić, potrafi doskonale stwarzać pozory.

Czy sprawcę takiej przemocy się leczy?

Tak, bywa to jednak długim i trudnym procesem. Zachowanie osoby dopuszczającej się przemocy w dużej mierze wynika z jej przekonań, wzorców wyniesionych z domu, osobowości. Osoby stosujące przemoc bardzo często atakują z lęku, w związku ze swoim niskim poczuciem własnej wartości, kompleksów. Atakuje najczęściej ktoś, kto sam jest niepewny siebie, kto jest zazdrosny, kto – dość często – ma właśnie nieprawidłowe wzorce, trudności w radzeniu sobie z napięciem, złością, osobowość z cechami socjopaty/psychopaty. Wydaje mu się, że może używać przemocy, bo ma władzę, wykorzystuje nierównowagę ról, a czasem po prostu słabość drugiej osoby. Często dochodzą do tego jakieś zaburzenia osobowości, osobowość narcystyczna.

Na pewno osoba, która stosuje przemoc, ma taki “kawałek” siebie, z którym sobie nie radzi i w związku z tym projektuje na inne osoby swoje lęki, niepewności, kompleksy. Zdarza się, że takie osoby zauważają niestosowność swojego zachowania, przeszkadza im, że tracą nad sobą panowanie, że bywają agresywni – nie chcieliby się tak zachowywać, nie rozumieją, dlaczego tak postępują. Jeśli jest taka świadomość, zajmujemy się tym: omawiamy, przyglądamy się temu i zastanawiamy, co można zrobić, jak to zmienić, jak nauczyć się panować nad sobą. Ale to zależy od wielu czynników, otwartości takiej osoby, poziomu zaburzeń,  jej osobowości, wzorców, otoczenia, doświadczeń życiowych, zasobów.

Często zdarza się też tak, że sprawcy przemocy deklarują chęć poprawy, mówią, że pracują nad tym, ale za tymi deklaracjami nic nie idzie, dalej postępują tak samo, więc efektów nie ma.  Bywa też tak, że oddziaływania terapeutyczne indywidualne bądź grupowe dają pozytywne efekty.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Źródło informacji: Serwis ZdrowieMobbing: przemoc w białych rękawiczkach

Mobbing to najczęściej przemoc w białych rękawiczkach – dlatego tak trudno go zidentyfikować i się z nim uporać – zwraca uwagę terapeutka Kinga Rochala. Dowiedz się, jakie są cechy mobbingu, jak wpływa na życie, czy można się przed nim uchronić i jakie cechy ma mobber.

Co to jest mobbing?

To najczęściej forma przemocy psychicznej, terror psychiczny, emocjonalna manipulacja, choć może być też fizyczna, także o podtekście seksualnym. Charakteryzuje się np. nękaniem, obrażaniem, wyzywaniem, wyśmiewaniem, upokarzaniem, izolowaniem, lekceważeniem. Często osoba podlegająca mobbingowi przez dłuższy czas nawet nie dostrzega tego, że żyje w dużym uwikłaniu. Zauważa dyskomfort, coś jej nie pasuje, ale nie do końca umie zdefiniować co to takiego, trudno jej to uchwycić. Z czasem samopoczucie zaczyna się pogarszać, dochodzą do tego objawy somatyczne: ból głowy, żołądka, trudności ze snem. I choć takie osoby odczuwają niechęć do pójścia do pracy, mają zaniżone poczucie własnej wartości, nie zawsze wiążą to z tym, co dzieje się w pracy.  

Jak to możliwe?

Bo to jest przemoc w białych rękawiczkach, porównałabym ją do tzw. syndromu gotowanej żaby: gdy żabę wrzucimy do wrzątku, to ona wyskoczy, ale gdy zaczniemy ją podgotowywać zaczynając od letniej wody, to uśpimy jej czujność i ona da się ugotować. Podobnie jest z nami: gdy jesteśmy już w jakimś środowisku, to przejawy takich zachowań często są nieuchwytne, a do tego różny też jest próg tolerancji u różnych osób: jedni zorientują się szybciej, inni później.

Często jest tak dlatego, że osoba stosująca mobbing jest bardzo uważna: jeśli stosuje przemoc, to w taki sposób, aby nikt nie był jej w stanie nic zarzucić, jest w tym bardzo ostrożna.

Zdarza się, że oprawca nie zdaje sobie sprawę z tego, że przekracza granice i że to co robi nazywamy mobbingiem?

Bywa też i tak, że to nie są zachowania intencjonalne, a np.  schemat wyniesiony z domu. Może też być problem z osobowością, trudnościami w radzeniu sobie z napięciem. Wiele osób, które mobbują, ma cechy osobowości socjopatycznej/psychopatycznej. Zazwyczaj to też osoby bardzo inteligentne, wysoko funkcjonujące, w pozycji autorytetu, więc sytuacja jest najczęściej dość złożona. Generalnie osoby stosujące przemoc mają bardzo silnie działający mechanizm wyparcia.

Mobberzy czasami stosują mobbing dlatego, że mają nad sobą kogoś, kto stosuje podobne zachowania wobec nich. Tak więc faktycznie, czasami możemy próbować tłumaczyć te zachowania, ale to nie znaczy, że można się na nie zgadzać.

Dlaczego mobbing jest szkodliwy, co takiego może nam zrobić?

Na pewno można powiedzieć zarówno o skutkach krótko jak i długoterminowych. Krótkoterminowe to pojawiające się poczucie winy, wzmożone odczuwanie irytacji, złości, przygnębienia, apatii, zniechęcenia, bezradności, obniżenie poczucia własnej wartości, pewności siebie, świadomości swoich kompetencji.

Długoterminowe to utrata motywacji do pracy, obniżony nastrój, zaburzenia koncentracji, trudności w wyrażaniu swoich myśli, trudności z pamięcią, uzależnienia (sięganie po alkohol, leki, narkotyki) podejmowanie zachowań ryzykownych, nałogowych, zaburzenia snu, odżywiania, przewlekłe bóle głowy, wypalenie zawodowe, zaburzenia lękowe, nerwice, zespół stresu pourazowego (PTSD), depresja, a nawet myśli i próby samobójcze.

Osoba, która doświadcza mobbingu, zaczyna wycofywać się z relacji, myśleć sobie: “Coś ze mną jest nie tak, coś ze mną jest nie w porządku, ja się do niczego nie nadaję, bo skoro ktoś ciągle się mnie czepia, zwraca mi uwagę – to chyba coś w tym musi być”.

Oczywiście ludzie różnie to przeżywają – dużo zależy od poczucia własnej wartości, podatności na ocenę innych, siatki wsparcia w swoim otoczeniu, osobowości, zasobów, umiejętności. Jedni będą w stanie jakoś się bronić, stawiać granice, inni mniej, wiele jest czynników na to wpływa.

Czy w dzisiejszych czasach częściej dochodzi do mobbingu, czy po prostu częściej o tym mówimy?

Zdecydowanie częściej mówimy, ale też nie jest tak, że kiedyś mobbingu nie było. Dziś jesteśmy bardziej świadomi, bardziej wyedukowani, coraz więcej mówi się o tym w mediach, jest też sporo literatury na ten temat, ludzie rozmawiają o tym między sobą, biorą udział w szkoleniach, warsztatach. Co, niestety, nie przekłada się na reagowanie na mobbing, bo zazwyczaj jeżeli mierzymy się z takim doświadczeniem, to bardzo trudno jest nam o tym mówić. Ludzie ukrywają swoje uczucia myśląc, że to z nimi jest coś nie tak, wstydzą się o tym mówić myśląc, że byłoby to okazaniem słabości. I w związku z tym bardzo długo bagatelizują sytuację.

Sprzyja temu też nasz styl życia, ciągły pęd powoduje, że nie zatrzymujemy zbyt długo przy różnych sprawach, do wielu spraw podchodzimy technicznie, nie zastanawiamy się, jakie emocje temu towarzyszą. I dopiero gdy się zatrzymamy, okazuje się że jest sporo spraw, którymi warto byłoby się zająć, przyjrzeć, które trzeba by sobie poukładać. Zdarza się, że dopiero w procesie terapeutycznym psychoterapeuta uświadamia nam, że problemy, z jakimi przyszliśmy, to efekt mobbingu, że zachowania szefa to sytuacje, w których jest bardzo dużo agresji, często biernej agresji i nie musimy, a nawet nie powinniśmy się na nie zgadzać.

Czy mobbing dotyczy tylko sytuacji w pracy, czy to szersze pojęcie?

Dotyczy różnych sytuacji, w różnych miejscach – może zdarzać się w szkole, w domu, w pracy, na uczelni, choć mobbing jest pojęciem z zakresu prawa pracy ponieważ z definicji oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi.

Nękanie psychiczne może wywoływać także fizyczne objawy. Jakie na przykład?

Bóle brzucha, rozstrój żołądka, bóle głowy, kłopoty ze snem. Często zanim osoba mobbowana zgłosi się do psychologa, psychoterapeuty, najpierw odwiedza innych specjalistów w poszukiwaniu przyczyny swoich dolegliwości. Badania od góry do dołu nic nie wykazują, bo to wszystko odbywa się na poziomie głowy, ale jeśli nic z tym nie robimy, ciało daje nam już mniej subtelne sygnały, że coś jest nie tak i trzeba się tym zająć.

Ból brzucha to efekt tego, że jest we mnie bardzo dużo napięcia, że się boję, ciągle czegoś się obawiam, że żyję w ciągłym stresie. Gdy nic z tym nie robię, pojawiają się biegunki, rozstrój żołądka, nieprzespane noce, różnego rodzaju kłopoty ze snem: z zaśnięciem albo z wybudzaniem, pojawiającymi się koszmarami sennymi. To efekt niewyrażania emocji, tłumienia w sobie w różnych nieprzyjemnych uczyć, niechęć do rozmawiania o tym, co się dzieje, unikania innych, izolowania się, zaprzestania robienia rzeczy, które kiedyś sprawiały nam przyjemność. A to wpływa na całe nasze funkcjonowanie.

Najczęstsza reakcja to “chowanie się do nory”, ale czy może na przykład objawić się agresją?

Oczywiście. To efekt nieradzenia sobie z napięciem – gdy nie uruchamiamy złości, tylko trzymamy w sobie napięcie, kiedy coś się dzieje, w końcu dochodzi do wybuchu. Gdy ktoś nas krzywdzi, a my nic z tym nie robimy, idzie to w kierunku doświadczania uczucia smutku, przygnębienia, poczucia krzywdy. Nieprzyjemne uczucia warto traktować jak „przyjaciela”, który o czymś nas informuje, że np. przekraczana jest nasza granica, nie zgadzamy się z czymś, warto w tedy coś z tym zrobić.

Jeżeli nie wyrażamy nieprzyjemnych uczuć to kumulujemy je w sobie i bardzo często dochodzi do wybuchu. Zdarza się, że odreagowujemy na innych, bogu ducha winnych całej tej sytuacji.  

To jak sobie w takiej sytuacji radzić? Najłatwiej byłoby rzucić taką toksyczną pracę, ale nie zawsze możemy sobie na to pozwolić.

Najczęściej bardzo trudno podjąć decyzję o odejściu z pracy. Przede wszystkim dlatego, że osoba doświadczająca mobbingu najpierw uderza w siebie: myśli, że to z nią jest coś nie w porządku, zaczyna wierzyć, że szef ma prawo ją tak traktować, zaczyna myśleć o sobie tak, jak jest traktowana.

Warto jednak nazywać jasno to, co się dzieje i rozmawiać o tym z innymi ludźmi. Odejście z pracy czasami jest jedynym rozwiązaniem, by poradzić sobie z tą sytuacją, ale to nie załatwia tematu do końca. Te emocje zostają w człowieku i trzeba się z nimi uporać. Niektórzy decydują się na konsultację z psychologiem, psychoterapeutą by porozmawiać z kimś na ten temat i zobaczyć co mogą zrobić. Czasem idą na psychoterapię krótko lub długoterminową, często korzystają z różnego rodzaju warsztatów dotyczących pracy nad pewnością siebie, bo to sfera, którą trzeba odbudować, nauczyć się znowu wierzyć w siebie.

To czego nie wolno nam robić, to porównywać siebie do innych, bo to nic nie wnosi. Każdy z nas jest inny, każdy ma inne umiejętności, warto doceniać siebie za drobne rzeczy, zrozumieć, że mamy prawo popełniać błędy – dać sobie na to przyzwolenie. Przecież w dużej mierze uczymy się na błędach i możemy wyciągać wnioski. Nie ma co dążyć do ideału, starać się nie być perfekcjonistą, bo to droga bez końca – zawsze coś może być lepiej, zresztą często to nie jest doceniane, a to z kolei budzi frustracje.

W reakcji na mobbing najczęstszą reakcją jest chęć pokazania się z jak najlepszej strony, dania z siebie jak najwięcej, by pokazać, że przecież potrafimy, że nie zasługujemy na złą ocenę. Tymczasem w takim układzie nigdy nie zadowoli się szefa, próżno czekać na pochwałę i szukać uznania w jego oczach. I nawet gdy w końcu dostaniemy przysłowiowego cukierka, takiego “głaska”, to za moment i tak odbierze nam wiele energii swoimi kolejnymi złymi zachowaniami wobec nas.

Jak się bronić przed mobbingiem? To w ogóle możliwe?

Poznawać siebie, swoje mocne strony, swoje zasoby i znać swoje nie tyle słabe strony, co obszary do pracy. Nie oceniajmy się, lecz raczej sprawdzajmy co mogę z tym zrobić, jakie mam umiejętności, by sobie z tym poradzić. Dobrze jest się otaczać pozytywnymi, sympatycznymi ludźmi, mieć pasje i zainteresowania. To daje poczucie, że nasz świat to nie tylko ten jeden obszar, który dostarcza nam trudnych sytuacji i nieprzyjemnych emocji, ale że mamy coś innego co dodaje nam energię i szansę na poczucie się lepiej, na odreagowanie nieprzyjemnych emocji. 

A można się ustrzec przed mobbingiem? Jakoś się zabezpieczyć?

Idąc do nowej pracy zwróćmy uwagę, by nie dać uwikłać się w jakieś dziwne układy. Zadbajmy zawczasu o stabilne poczucie własnej wartości, a wpływa na to wiele czynników: ludzie, którzy nas otaczają, otwartość, różne doświadczenia, chęć rozmawiania z innymi.

Nauczmy się nie dawać wyprowadzać z równowagi, stawiać granicę, być asertywnym.

Jeżeli z tym jesteśmy na bakier, to gdy ktoś zacznie przekraczać nasze granice, nie będziemy umieli zareagować. Pamiętajmy, też że to my wyznaczamy granice, a ludzie zrobią tyle, na ile my im pozwolimy.

Łatwo się mówi, ale nie każdy umie powiedzieć szefowi: “Nie życzę sobie, żeby pan tak do mnie mówił”.

Oczywiście, że to trudne! W dodatku najczęściej to bardzo złożone ponieważ z jednej strony mamy potrzebę zarabiania, by z czegoś się utrzymać, po drugie sama praca może nam się po prostu podobać, po trzecie doświadczamy czegoś nieprzyjemnego. Dobrze jest wtedy rozmawiać z ludźmi, mówić o tym czego doświadczamy, informować o tym co się dzieje, żeby samemu wiedzieć, że to co ja robię jest ok, żeby nie zacząć podważać swoich umiejętności i kompetencji. Dbajmy o sobie, bo jeżeli mamy zasoby: fajne towarzystwo, znajomych, rodzinę, współpracowników to łatwiej jest znieść taką sytuację, stawić jej czoło.

Najgorzej jest w sytuacji, kiedy mobbing w pracy nakłada się np. na kryzys w domu – to może sprawić, że stracimy grunt pod nogami.

Gdy zdamy sobie sprawę z tego, że jesteśmy ofiarą mobbingu możliwe jest pozostanie w takiej pracy i odbudowanie się?

Wszystko jest możliwe, tylko trzeba zastanowić się czy warto, zadać sobie pytanie gdzie jest nasza granica, czy pozostając w takiej pracy, mam więcej zysków czy strat.

Przypomina mi to historię jednej z moich pacjentek. Doświadczała wielu zachowań agresywnych  ze strony swojego szefa, który nieustannie ją ośmieszał, ciągle mówił, że nic nie potrafi, ale robił to sprytnie, bo tylko gdy byli sami, natomiast przy innych ją chwalił, by chwilę później mówić, że tak naprawdę to co robi, to nic specjalnego. I ona sama go długo tłumaczyła, że zasłużyła, że przecież czasami dostaje pochwałę. On w ten sposób przykrywał swoje złe zachowania, żeby ją w tej pracy zatrzymać, bo była dobrym pracownikiem. W końcu miała tego dość i zmieniła pracę. Po kilku miesiącach pracy terapeutycznej powiedziała mi, że nigdy w życiu nie wróciłaby do tamtej pracy, chociaż wcześniej myślała, że to niemożliwe, bo była ona spełnieniem jej marzeń. Dziś uważa, że złożenie wypowiedzenia to była najlepsza decyzja życiu i dopiero teraz, pracując w innym miejscu, czuje, że żyje naprawdę, że się realizuje i jest szczęśliwa. Jest w zupełnie innym miejscu w swoim życiu: tam ciągle czuła się przytłoczona, w ciągłym lęku, zastraszona, z ciągłym z bólem głowy, nieprzespanymi nocami – to klasyczne objawy osób, które doświadczają mobbingu.

Czyli, aby wywikłać się takiej sytuacji najpierw musimy zauważyć, że problem nie leży w nas, lecz po drugiej?

Niejednokrotnie dopiero, gdy taka osoba zmieni pracę, zaczyna dostrzegać jakie to wszystko było dla niej straszne, przytłaczające i trudne. Ciężko jej wtedy zrozumieć dlaczego tak długo się na to godziła. Dopiero spojrzenie z dystansu sprawia, że zaczyna dostrzegać jak bardzo to, co się działo, było niewłaściwe. I tu wracamy do syndromu gotowanej żaby – siedząc w tym, nie widzimy, co się dzieje. Dopiero spojrzenie z zewnątrz sprawia, że zaczynamy dostrzegać zupełnie inną perspektywę. Wtedy okazuje się, gdy relacje w pracy są normalne, towarzyszy temu inna energia, inny nastrój. Dlatego ważne jest, by słuchać co mówią inni, nie zamykać się w sobie. Osoby doświadczające zachowań agresywnych ze strony mobbera/mobberki  często słuchają tylko tej osoby, która stosuje przemoc, wierząc, że ona jest szczera, a cała reszta mówi tylko to, co chciałaby usłyszeć. Działa wtedy podobny mechanizm jak w syndromie sztokholmskim – broni się oprawcy: on nie miał wyjścia, przecież błąd był po mojej stronie, zasłużyłam na te uwagi itd.

Czy są jakieś zawody, w których częściej zdarzają się takie sytuacje?

Mówi się, że zawody, które predysponują do agresywnych zachowań to urzędnicy państwowi i prawnicy. Tam, gdzie po stronie szefa jest duży poziom decyzyjności, który daje mu de facto poczucie władzy, choć nie zawsze wiąże się to faktycznie z wysokim stanowiskiem, czasem wystarcza sama zależność od kogoś.

Bardzo często osoby stosujące przemoc są osoby bardzo inteligentne, wysoko funkcjonujące. Znam małżeństwo, w którym pan jest wysoko postawionym urzędnikiem, w towarzystwie postrzegany jako uroczy, dusza towarzystwa, zawsze pomocny, otwarty, angażuje się różne akcje charytatywne, ale ma też drugą twarz: w domu jest osobą bardzo agresywną. Sądzę, że większość znajomych przeżyłaby szok, gdy się o tym dowiedziała. Jako osoba bardzo inteligentna, świetnie wykształcona, potrafi skupiać uwagę na tym, na czym jemu zależy, wie, gdzie i na co może sobie pozwolić, potrafi doskonale stwarzać pozory.

Czy sprawcę takiej przemocy się leczy?

Tak, bywa to jednak długim i trudnym procesem. Zachowanie osoby dopuszczającej się przemocy w dużej mierze wynika z jej przekonań, wzorców wyniesionych z domu, osobowości. Osoby stosujące przemoc bardzo często atakują z lęku, w związku ze swoim niskim poczuciem własnej wartości, kompleksów. Atakuje najczęściej ktoś, kto sam jest niepewny siebie, kto jest zazdrosny, kto – dość często – ma właśnie nieprawidłowe wzorce, trudności w radzeniu sobie z napięciem, złością, osobowość z cechami socjopaty/psychopaty. Wydaje mu się, że może używać przemocy, bo ma władzę, wykorzystuje nierównowagę ról, a czasem po prostu słabość drugiej osoby. Często dochodzą do tego jakieś zaburzenia osobowości, osobowość narcystyczna.

Na pewno osoba, która stosuje przemoc, ma taki “kawałek” siebie, z którym sobie nie radzi i w związku z tym projektuje na inne osoby swoje lęki, niepewności, kompleksy. Zdarza się, że takie osoby zauważają niestosowność swojego zachowania, przeszkadza im, że tracą nad sobą panowanie, że bywają agresywni – nie chcieliby się tak zachowywać, nie rozumieją, dlaczego tak postępują. Jeśli jest taka świadomość, zajmujemy się tym: omawiamy, przyglądamy się temu i zastanawiamy, co można zrobić, jak to zmienić, jak nauczyć się panować nad sobą. Ale to zależy od wielu czynników, otwartości takiej osoby, poziomu zaburzeń,  jej osobowości, wzorców, otoczenia, doświadczeń życiowych, zasobów.

Często zdarza się też tak, że sprawcy przemocy deklarują chęć poprawy, mówią, że pracują nad tym, ale za tymi deklaracjami nic nie idzie, dalej postępują tak samo, więc efektów nie ma.  Bywa też tak, że oddziaływania terapeutyczne indywidualne bądź grupowe dają pozytywne efekty.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Zdjęcie główne: Getty Images

Kontynuuj czytanie

Poradnik

Jak się ubiegać o wakacje kredytowe?

Opublikowano

dnia

Dodane przez

  • W piątek 29 lipca wchodzą w życie przepisy, dzięki którym konsumenci będą mogli zawiesić spłatę rat kredytu hipotecznego – nawet na 8 miesięcy.
  • Prezes UOKiK zbada, jak 16 banków informuje o wakacjach kredytowych i w jaki sposób ich udziela.
  • Już dziś zastrzeżenie budzi wymaganie złożenia kilku wniosków, np. oddzielnie dla każdej raty lub każdego kwartału.
  • Jeśli banki natychmiast nie zmienią swoich praktyk, zmierzających do utrudniania konsumentom skorzystania z wakacji kredytowych, to muszą się liczyć z zarzutami i ich konsekwencją – zapowiada Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Nowe wakacje kredytowe wprowadza ustawa o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych i pomocy kredytobiorcom. Będą mogły z nich skorzystać osoby, które spłacają kredyt hipoteczny zaciągnięty w walucie polskiej  na własne potrzeby mieszkaniowe. Przepisy wchodzą w życie 29 lipca. Pierwsza rata, którą można zawiesić przypadnie już w sierpniu. Ustawa przewiduje możliwość skorzystania z wakacji od kredytu na maksymalnie 8 miesięcy.

W czasie wyższych kosztów utrzymania gospodarstw domowych i rosnących stóp procentowych, które przekładają się na wysokość rat kredytów, wakacje kredytowe to duża ulga dla kredytobiorców i ich rodzin. Skorzystanie z nich pozwala nie tylko ograniczyć koszty obsługi kredytu hipotecznego przy wysokich stopach procentowych, ale również przeznaczyć zaoszczędzone środki z rat na nadpłatę kredytu lub tzw. „poduszkę finansową” na trudne czasy. Dlatego istotne jest, by unikać przeznaczania tych środków na bieżącą konsumpcję, a wykorzystać je choćby do nadpłaty kredytu, dzięki czemu obciążenia finansowe już po wakacjach kredytowych mogą być niższe – mówi Tomasz Chróstny, Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Postępowania wyjaśniające

Prezes UOKiK w ramach postępowań wyjaśniających będzie na bieżąco analizował, jak instytucje finansowe wdrażają wakacje kredytowe. Pod lupą znalazło się 16 banków, które obsługują złotowe kredyty hipoteczne: Alior Bank, Bank Handlowy w Warszawie, Bank Millennium, Bank Ochrony Środowiska, Bank Pocztowy, Bank Polska Kasa Opieki, Bank Polskiej Spółdzielczości (Grupa BPS), BNP Paribas Bank Polska, Credit Agricole Bank Polska, ING Bank Śląski, mBank, Pekao Bank Hipoteczny, PKO Bank Hipoteczny, Powszechna Kasa Oszczędności Bank Polski, Santander Bank Polska, SG Bank.

W postępowaniach wyjaśniających zbadamy m.in.: czy i jak banki informują konsumentów o wakacjach kredytowych. Zweryfikujemy także, czy na czas uruchomiły możliwość składania wniosków, w tym elektronicznie. Zwrócimy również uwagę na to, czy banki nie utrudniają konsumentom skorzystania z wakacji kredytowych lub czy nie próbują ich do tego zniechęcać, np. bezpodstawnie strasząc utratą bądź obniżeniem zdolności kredytowej w przyszłości – mówi Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK. – Nie akceptujemy praktyki, która pojawia się już w niektórych bankach, a dotyczy np. wymagania osobnego wniosku na zawieszenie spłaty rat w każdym kwartale obowiązywania wakacji kredytowych, a nawet osobnego wniosku na spłatę poszczególnej raty. To utrudnianie skorzystania z wakacji kredytowych, wprowadzonych aby ulżyć konsumentom – dodaje Prezes Urzędu.

Newralgiczne mogą okazać się pierwsze dni funkcjonowania nowej ustawy. Wchodzi ona w życie w piątek 29 lipca. Tymczasem wiele osób płaci ratę na początku miesiąca. Dlatego bardzo ważne jest, aby banki były gotowe na przyjmowanie wniosków już w dniu wejścia w życie ustawy. W szczególności, żeby już 29 lipca umożliwiły składanie wniosków. Banki mają obowiązek zapewnić możliwość składania wniosków również za pośrednictwem bankowości elektronicznej – dlatego będziemy zwracać baczną uwagę, czy te systemy będą działały przez weekend bez przerw „technicznych”. Podkreślamy, że zgodnie z przepisami ustawy bank musi dokonać zawieszenia spłaty raty kredytu z dniem doręczenia wniosku.

Inaczej części kredytobiorców, którym termin spłaty przypada na początkowe dni sierpnia, a która chciałaby skorzystać z zawieszenia raty, może przepaść pierwszy miesiąc wakacji kredytowych.

– W związku z tym, że prawo do wakacji kredytowych przysługuje bezwarunkowo konsumentom w zakresie jednego kredytu hipotecznego przeznaczonego na cele mieszkaniowe – złożenie wniosku i skorzystanie z wakacji kredytowych nie powinno mieć jakiegokolwiek wpływu na późniejszą ocenę zdolności kredytowej konsumenta. Dlatego zweryfikujemy, czy w tym zakresie banki nie represjonują klientów, którzy skorzystali z ustawowego prawa do wakacji kredytowych – podkreśla Tomasz Chróstny, Prezes UOKiK.

Jeżeli zostaną wykryte nieprawidłowości, to Prezes Urzędu może postawić bankom zarzuty naruszania zbiorowych interesów konsumentów. Grożą za to kary do 10 proc. rocznego obrotu. 

Wakacje kredytowe w pigułce

Kto może się starać o zawieszenie rat? Każdy, kto zaciągnął kredyt hipoteczny w walucie polskiej, z wyłączeniem kredytów indeksowanych lub denominowanych do waluty innej niż polska, w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych. Wakacje dotyczą kredytów zaciągniętych przed 1 lipca 2022 r., których termin zakończenia przypada co najmniej 6 miesięcy po tej dacie. Uwaga! Z wakacji możesz skorzystać tylko dla jednego kredytu.

Na jaki okres można zawiesić spłatę? Możesz zawiesić spłatę maksymalnie przez 8 miesięcy. Są to: sierpień i wrzesień 2022 r., 2 wybrane miesiące w IV kwartale 2022 r. oraz po 1 wybranym miesiącu w każdym kwartale 2023 r. Okres kredytowania wydłuży się o liczbę miesięcy, o które zawieszono spłatę rat.

Ile to kosztuje? Wakacje kredytowe są bezpłatne to znaczy, że zawieszona zostaje spłata zarówno części kapitałowej, jak i odsetkowej. W okresie zawieszenia bank nie może też pobierać żadnych opłat z wyjątkiem tych za ubezpieczenie umowy.

Jak się ubiegać o wakacje kredytowe?

  • Złóż wniosek do banku.
  • Możesz to zrobić w formie papierowej lub elektronicznej, w tym za pośrednictwem bankowości elektronicznej.
  • We wniosku musisz wskazać dane: swoje i kredytodawcy, oznaczenie umowy, okres (lub okresy) zawieszenia spłaty oraz oświadczenie, że wniosek dotyczy umowy zawartej w celu zaspokojenia własnych potrzeb mieszkaniowych. Ponieważ oświadczenie jest składane pod rygorem odpowiedzialności karnej, to musisz zamieścić we wniosku też stosowną klauzulę (szczegóły w art. 73 ustawy).

Od kiedy można zawiesić spłatę? Od dnia doręczenia wniosku do banku na okres w nim wskazany. Ma on 21 dni na potwierdzenie otrzymania wniosku i wskazanie wysokości opłat z tytułu ubezpieczenia. Ważne! Brak potwierdzenia nie wpływa na rozpoczęcie zawieszenia spłaty. Przykładowo: jeżeli wniosek o udzielenie wakacji kredytowych został doręczony do banku 1 sierpnia, a data płatności raty przypada również w tym dniu i konsument wskazuje we wniosku, że chce zawiesić już spłatę raty sierpniowej – to bank powinien ją zawiesić.

Co po zakończeniu wakacji? Okres kredytowania oraz terminy przewidziane w umowie zostają przedłużone o czas zawieszenia spłaty kredytu.

Kalkulator finansowy

Chcesz sprawdzić wysokość rat swojego kredytu po podwyżce stóp procentowych? Zastanawiasz się nad nadpłatą? Skorzystaj z przygotowanego przez UOKiK kalkulatora zmiany oprocentowania kredytu hipotecznego. Dzięki niemu przekonasz się, jak orientacyjnie będzie się kształtować twoja rata, a także zobaczysz, czy w przypadku nadpłaty lepsze dla ciebie będzie zmniejszenie raty, czy skrócenie okresu kredytowania. Kalkulator znajdziesz na stronie finanse.uokik.gov.pl.

Pomoc dla konsumentów:

Tel. 801 440 220 lub 222 66 76 76 – infolinia konsumencka
E-mail: porady@dlakonsumentow.pl
Rzecznicy konsumentów – w twoim mieście lub powiecie
Rzecznik Finansowy – po odrzuceniu reklamacji przez instytucję finansową

Kontynuuj czytanie

Poradnik

Czy warto inwestować w złoto przy rekordowej inflacji?

Opublikowano

dnia

Dodane przez

PAP

W ostatnich miesiącach wszyscy możemy zaobserwować skutki rosnącej inflacji – czy to na stacji benzynowej, w supermarkecie, czy na naszych rachunkach za energię i ogrzewanie. Co oczywiste: wartość pieniądza spada, oszczędności gotówkowe nie przynoszą odsetek, a za wyższe depozyty naliczane są odsetki karne.

Dlatego warto pochylić się nad pytaniem, czy złoto, jako aktywa, które przetrwało próbę czasu przez tysiąclecia, może chronić inwestorów przed inflacją. Jeśli również zastanawiasz się, czy złote monety jest to opłacalna inwestycja w obecnych warunkach, mimo że jego cena pozostaje stosunkowo wysoka, czytaj dalej.

Dlaczego inflacja wpływa na cenę złota?

Z racji tego, że inflacja sprawia, że pieniądze, które będziesz miał na koncie jutro, są warte mniej niż pieniądze, które masz na koncie dzisiaj, atrakcyjna staje się zamiana pieniędzy na inne aktywa, których wewnętrzna wartość wzrasta w perspektywie długoterminowej. Złoto ma tę nieodłączną wartość z kilku powodów. Jest to metal rzadki, ale na tyle obfity, że można go nieprzerwanie wydobywać. Nie koroduje też łatwo. Ponadto warto zwrócić uwagę na emocjonalny związek człowieka ze złotem, jego elegancją i połyskiem.

Złote monety są też bezpiecznym wyborem inwestycji ze względu na wszechobecną akceptację tego kruszcu, szczególnie w czasach zawirowań i niepokojów politycznych, społecznych lub gospodarczych – jakie zresztą mamy dzisiaj. To właśnie ta ludzka więź (zarówno indywidualna, jak i społeczna) sprawia, że złoto jest cenne i wyjaśnia, dlaczego zawsze jest na nie popyt, nawet jeśli podaż bywa stosunkowo stabilna. Kiedy więc inflacja rośnie, a inwestorzy szukają aktywów, aby chronić swoje pieniądze, złoto staje się opcją, napędzając popyt, a tym samym jego cenę.

Złoto jest uważane za bezpieczną inwestycję. Historia pokazała, że inwestorzy zazwyczaj zwracają się w stronę złota, gdy na rynku panuje strach i oczekują, że ceny akcji spadną.

Dlaczego zawsze warto inwestować w złoto?

Złoto zawsze było cenionym metalem ludzkości ze względu na swoją wartość artystyczną i kulturową, zresztą wiąże się z bogatą historią sięgającą starożytnego Egiptu. W wielu częściach świata służy jako symbol bogactwa i centralny element niemal każdego specjalnego spotkania towarzyskiego.

Każdego roku na biżuterię, złote monety i inne błyskotki zużywa się ponad 1400 ton metrycznych metalu. Jednak powód kupowania złota wykracza poza zwyczajowe obchody dorocznego święta lub potrzebę ekspozycji swojej zamożności – ludzie mogą również postrzegać ten metal jako formę inwestycji i powiększania swojego bogactwa.

Jest to szczególnie widoczne w czasach wysokiej inflacji, kiedy koszty życia rosną, a wartość waluty spada. Biorąc pod uwagę to, że gospodarka światowa przechodzi obecnie ekstremalny okres inflacyjny, od początku 2022 r. można zaobserwować nową falę zakupów złota. Jak widać – są ku temu solidne powody.

O czym pamiętać inwestując w złote monety?

Złoto nie jest aktywem generującym dochód. W przeciwieństwie do akcji i obligacji, zwrot ze złota opiera się wyłącznie na aprecjacji ceny. Co więcej, inwestycja w złote monety wiąże się z wyjątkowymi kosztami. Ponieważ jest to zasób fizyczny, wymaga kosztów przechowywania oraz ubezpieczenia. Mimo że złoto jest tradycyjnie uważane za „bezpieczne”, tak samo może stać się niestabilne. Biorąc pod uwagę te czynniki, złoto najlepiej sprawdza się jako część zdywersyfikowanego portfela, szczególnie gdy stanowi zabezpieczenie przed spadającym rynkiem akcji.

Kiedy jest odpowiedni czas na inwestowanie w złoto?

Odpowiedź brzmi: zawsze – pod warunkiem, że jesteś w tym na dłuższą metę. Nawiasem mówiąc, złoto ma pozytywny ogólny wpływ na portfel. Nawet dodanie złota w wysokości zaledwie pięciu procent może poprawić skorygowane o ryzyko wyniki typowego portfela akcji/obligacji, uwzględniając zakładane prawdopodobieństwo kryzysu na poziomie 15 procent. Biorąc pod uwagę inflację i istniejący geopolityczny potencjał konfliktu – złote monety to rozsądny i ostrożny kierunek inwestycji.

Źródło informacje: PAP

Kontynuuj czytanie

Polecane