Connect with us

Poradnik

Leki ziołowe w chorobach reumatycznych

Opublikowano

dnia

Leki ziołowe kojarzą się z lekami bezpiecznymi i skutecznymi, nie dającymi żadnych objawów niepożądanych. Ale nie jest to prawda. Przeglądu wiedzy na temat wybranych roślin, które zbadano pod kątem chorób reumatycznych, podjęła się prof. Brygida Kwiatkowska, krajowa konsultant z dziedziny reumatologii, przy okazji Światowego Dnia Reumatyzmu 2022.

Prof. Kwiatkowska zaapelowała, żeby sięgać tylko po te zioła, których działanie jest potwierdzone wiarygodnymi publikacjami naukowymi. Warto pamiętać, że zarówno lek ziołowy, jak i tzw. syntetyczny to związki chemiczne, a przymiotnik „naturalny” nie jest synonimem przymiotnika „bezpieczny”. Podkreśliła też, że istnieją publikacje naukowe, których autorzy wracają do tradycyjnych leków ziołowych i dokonują analizy wiedzy na ich temat. Trwają próby syntezy preparatów, które są równoważne, czyli zachowują powtarzalność w każdej kolejnej partii powstałego leku. W medycynie podstawą jest powtarzalność składu i stabilność leku. Chodzi o to, by w każdej dawce była dokładnie taka sama ilość substancji czynnych i uzupełniających. Z roślinami o to dość trudno.

W przypadku preparatów ziołowych trudno jest o taką stabilność, bo różne są metody uzyskiwania preparatów czynnych. W przypadku ziół wystandaryzowanie metody, która zawierałaby taką samą ilość substancji czynnej jest o wiele trudniejsze niż w przypadku czysto chemicznej syntezy – mówi prof. Kwiatkowska.

Zawartość substancji czynnych w danej roślinie zależy bowiem od bardzo wielu czynników – począwszy od tego, na jakiej glebie rosła, a skończywszy na czasie i miejscu przechowywania zebranych ziół czy części roślin.

Zioła a działania niepożądane

Ekspertka przestrzega: leczenie ziołami nigdy nie jest tak bezpieczne, jakby się wydawało, zawsze mogą wystąpić działania niepożądane. Nie można bezkarnie pewnych ziół przyjmować.

Preparaty ziołowe i suplementy diety nie opierają się na badaniach, które są wymagane dla leków syntetycznych. Każdy taki lek musi przejść badania kliniczne podwójne randomizowane z podwójną ślepą próbą, które wykazują, że jest skuteczny, czy nie działa efekt placebo. Od pomysłu na lek do jego rejestracji mija mniej więcej 15 lat. W przypadku preparatów ziołowych i suplementów diety wystarczy, że ktoś rzuci hasło: „Działa!” i sprzedaż rusza – mówi prof. Brygida Kwiatkowska.

Zaznacza, że bardzo wiele preparatów ziołowych wymaga obecnie potwierdzenia działania w długotrwałych badaniach randomizowanych. Ten rodzaj badań klinicznych cechuje wysoki stopień wiarygodności, dzięki czemu mamy wiedzę, czy lek działa na dane schorzenie oraz jak często występują określone działania niepożądane; czasem udaje się też wyodrębnić cechy predystynujące do ich wystąpienia (np. wiek, określone choroby, masa ciała itp.). Istotą takich badań jest losowy dobór chorych do analizowanych (badanych) metod leczenia. Tworzone są dwie grupy osób o porównywalnych cechach demograficznych, klinicznych i innych, przy czym uczestnicy są dzieleni na grupy: tzw. grupa badana, zwana także „doświadczalną”, otrzymuje testowany lek czy substancję, zaś kontrolna lub kontrolne – otrzymują placebo (substancję obojętną) lub są leczeni/diagnozowani starymi sposobami.

W podwójnie zaślepionych badaniach ani badani, ani badacze nie wiedzą, w której grupie znalazł się konkretny uczestnik badania, czyli co otrzymuje. To dlatego, że wykazano, iż taka wiedza prowadzić może do błędnych wniosków. Rezultaty badania porównuje się na podstawie analizy danych uzyskanych po jego zakończeniu, kiedy odkodowuje się dane uczestników i tego, co otrzymywali.

Bardzo istotne jest to, że zazwyczaj badania kliniczne prowadzi się na bardzo dużych grupach uczestników – przynajmniej powyżej tysiąca. Tylko wtedy można wykazać zarówno działanie substancji, jak i jej bezpieczeństwo.

Trzyskrzydlec – nadzieja dla chorych na reumatyzm?

Zdaniem prof. Kwiatkowskiej najwięcej publikacji naukowych doczekał się trzyskrzydlec i ta roślina może rzeczywiście wesprzeć leczenie chorób reumatoidalnych.

Jak mówiła, trzyskrzydlec to pnącze opisane w czerwonej księdze chińskiej. Z tej rośliny pochodzi substancja o nazwie tryptolid TPT.

Prof. Kwiatkowska podkreśla, że na temat tej rośliny dotychczas pojawiło się 18 badań klinicznych i wciąż trwają kolejne. Większość jednak to badania nierandomizowane bez zastosowania podwójnie ślepej próby. Badania randomizowane przeprowadzono m.in. na maleńkiej grupie 35 chorych, z których 20 ukończyło badanie po 20 tygodniach. Profesor zrelacjonowała, że w grupie 20 chorych po 4 tygodniach zaobserwowano standardową poprawę w ACR 20 (odpowiedź na leczenie według kryteriów Amerykańskiego Kolegium Reumatologii). Obniżenie OB/CRP (podwyższony wskaźnik świadczy o stanie zapalnym; jest jeden z sygnałów, że doszło do zaostrzenia choroby reumatycznej) obserwowano przy dawce 360 mg.

Lekarka mówiła, że ponadto w dwóch badaniach obserwowano 80 chorych przez 12 tygodni i zaobserwowano znamienne statystycznie różnice w liczbie stawów bolesnych, obrzękniętych, zmniejszenie czasu trwania sztywności porannej. Natomiast nie zaobserwowano różnic znamiennych statystycznie w poziomie czynnika reumatoidalnego RF.

Trzecie badanie objęło 121 chorych. Tu też wykazano poprawę u chorych. W tym przypadku porównywano działanie leku sulfasalazyny i trzyskrzydlca. Jak powiedziała prof. Kwiatkowska, zaobserwowano w nim widoczne obniżenie tzw. czynnika reumatoidalnego, co świadczy o łagodzeniu ataku choroby. Zaznaczyła, że w badaniu porównującym w grupie 207 chorych działanie trzysrzydlca w połączeniu z metrotreksatem (lek cytostatyczny stosowany w chorobach reumatoidalnych) wykazano efekty porównywalne z efektami, jakie dają leki biologiczne.

Podkreśliła jednak, że w wielu badaniach wykazano bardzo duże działania niepożądane trzyskrzydlca, podobne do tych, które wywołuje cytostatyczny metotreksat:

    uszkodzenia wątroby,
    nerek,
    objawy żołądkowo-jelitowe.

  • Trzeba teraz tak opracować pozyskiwanie substancji aktywnej, żeby objawy niepożądane zmniejszyć do minimum – mówi prof. Kwiatkowska. – Publikacja z 2020 r. pokazuje, że chorób, na które działa ta substancja, jest coraz więcej. Myślę, że kiedyś będzie z tego wystandaryzowany lek – dodała.
    Kilka innych roślin w walce z reumatyzmem

Prof. Kwiatkowska dokonała przeglądu roślin, które mogą wspomóc leczenie chorób reumatoidalnych:

    Zielona herbata
Analiza jej składu chemicznego wykazała, że zawiera liczne przeciwutleniacze, 100 razy silniej działające niż przeciwutleniacze witaminy C i 25 razy silniejsze od witaminy E. Chociaż brakuje randomizowanych badań, wykazano, że preparaty te można stosować jako suplement diety, który będzie chorych na choroby reumatoidalne wspomagać.

    Oleje z wiesiołka lekarskiego, ogórecznika i czarnej porzeczki
Z tych preparatów wyekstrahowano kwas gamma-linolenowy, prekursor PGE1 działający przeciwzapalnie i immunoregulująco. Działa również przeciwmiażdżycowo. Były dwa badania randomizowane z użyciem różnych dawek. Po 24 tygodniach zaobserwowano istotne statystycznie różnice w liczbie stawów bolesnych i obrzękniętych. Nie zaobserwowano różnic w innych parametrach choroby. Badania przeprowadzono na zaledwie 24 i 56 pacjentach. Dotychczas nie ma badań długoterminowych na większej grupie pacjentów, dlatego nie można na podstawie dostępnych badań wysnuwać wniosków co do sensowności ich stosowania.

    Stephania tetrandra
Roślina pienna, z której wyizolowano substancję aktywną tetradynę blokującą kanały wapniowe, działa też hipotensyjnie (przeciwnadciśnieniowo) i antyarytmicznie. W przypadku RZS wykazano zmniejszenie ilości granulocytów we krwi obwodowej, ze zmniejszeniem stężenia elastazy granulacytów. Brak jednak badań randomizowanych.

    Koci pazur, wilkakora
Wiele lat temu była uważana za panaceum niemal na wszystko, w tym choroby nowotworowe. Ludzie porzucali leczenie klasyczne na rzecz tego preparatu. Jak mówi prof. Kwiatkowska, owszem, wyizolowano z wilkakory pewne substancje aktywne, jak pentacykliczne alkaloidy. W dziedzinie reumatologii odbyło się jedno tylko badanie randomizowane, gdzie obserwowano 24 pacjentów chorych na RZS. Po 24 tygodniach zaobserwowano istotne statystycznie zmniejszenie liczby bolesnych stawów. Było też jedno badanie u chorych na chorobę zwyrodnieniowa stawów kolanowych, które pokazało zmniejszenie bólu u chorych leczonych wilkakorą.

Badań poszerzonych jednak nie prowadzono, bo widocznie nie zaobserwowano znamiennej statystycznie istotności poprawy – mówi prof. Kwiatkowska.

Liczeba uczestników badaniach nie pozwala na wysnuwanie kategorycznych wniosków co do skuteczności i bezpieczeństwa wilkakory w RZS.

    Konopie indyjskie
Prof. Kwiatkowska mówi, że temu ziołu poświęcone były trzy konferencje międzynarodowe. Z konopi indyjskich wyodrębniono ok. 60 substancji aktywnych. Ma działanie przeciwzapalne 80 razy silniejsze od aspiryny i 2 razy silniejsze od hydrokortyzonu.

  • Cannabinol (CBD) obecny w olejkach redukuje zapalenie stawów w modelu zwierzęcym. Działanie jest jednak zbyt słabe, więc konopie mogą być jedynie suplementem uzupełniającym standardowe leczenie w chorobach reumatoidalnych. Ewidentnie działają jednak w fibromialgii – mówi lekarka.

    Imbir
Był standardowym lekiem w dawnej medycynie. Zdaniem prof. Kwiatkowskiej zawiera preparaty aktywne, które mogą wspierać leczenie w chorobach reumatycznych. Ekspertka wspomina, że w 2021 r. pojawiła się publikacja dotycząca 247 chorych z chorobą zwyrodnieniową stawów kolanowych, wykazująca, że wyciąg z imbiru zmniejszał odczuwalny ból.

  • A ponieważ w chorobie zwyrodnieniowej niewiele można pomóc lekami, imbir będzie zdrowszy niż objadanie się lekami niesterydowymi przeciwzapalnym, które dają wiele działań niepożądanych – mówi prof. Kwiatkowska.

    Kudzu
Pnącze posiadające substancje aktywne, ale jeśli chodzi o choroby reumatyczne, należy uważać. Prof. Kwiatkowska wskazuje, że jedno opublikowane badanie na temat jednoczesnego zastosowania kudzu i metotrekstatu wykazało, że zioło zwiększa czas eliminacji tego leku z organizmu i utrzymuje jego stężenie, prawie dwukrotnie nasilając toksyczność.

    Dieta
Ekspertka przypomina przy okazji, że żadna dieta eliminacyjna w chorobach reumatycznych nie jest skuteczna. Chorym na choroby reumatyczne rekomenduje się dietę śródziemnomorską, podobnie jak chorym kardiologicznie. Natomiast jeśli chory nie ma naukowo udowodnionych nietolerancji, nie należy wdrażać diety eliminującej jakieś produkty, bo nie mają wpływu na przebieg choroby, mogą zaś prowadzić do niekorzystnych niedoborów.

Ziołolecznictwo na przestrzeni wieków

Odkryto pochodzące sprzed sześciu tysięcy lat tabliczki opisujące ówczesną wiedzę medyczną. Pierwsze recepty na różnego typu leki z roślin stosowali Egipcjanie, np. mak, wierzbę, rycynus oraz Colchicum autumnale, roślinę mogąca odpowiadać ziemowitowi, z której się uzyskuje colchicynę.

Najwięcej wiedzy na temat działania roślin na organizm ludzki uzyskali na przestrzeni wieków chińscy lekarze. Już w 2800 r.p.n.e. opisano 365 leków w księdze Czerwonego Cesarza Shen- Nung. Zawiera ona wiedzę o ponad 100 ziołach o działaniu przeciwbólowym, w tym o konopiach indyjskich.

Ale i inne starożytne cesarstwa i królestwa mogły poszczycić się bogatą wiedzą. W bibliotece króla asyryjskiego Aszurbanipala znajdują się opisy wielu roślin, m.in korzenia lukrecji, bielunia dziędzierzawa, lulka czarnego. Z kolei ze starożytnych Indii pochodzi opis ponad 1000 roślin leczniczych. Natomiast wywodzący się ze starożytnej Grecji „Korpus Hipokraticum” zawiera opis 200 leków pochodzenia roślinnego w 60 pracach różnych lekarzy, w tym Hipokratesa.

W XIII i XIV w powstały pierwsze apteki oraz składy pieprzu. Za ojca medycyny nowożytnej uważa się Paracelsusa (XV/XVI w.), który potrafił pozyskiwać substancje aktywne z roślin. To temu uczonemu przypisuje się maksymę: “Dawka czyni truciznę”. W 1785 r. zostało opisane naukowe zastosowanie naparstnicy w niewydolności serca. W 1805 r. wyizolowano po raz pierwszy morfinę z maku.

Kolejne lata przynoszą izolację strychniny z nasion kulczyby wronie oko oraz chininy, które miały zastosowanie w leczeniu malarii; kolchicyny z ziemowitu jesiennego, salicylanów z kory wierzby, ergotaminy z bławinki czerwonej, z pokrzyku wilczej jagody krystalicznej postaci atropiny.

Madragora lekarska, mimo że jest rośliną mityczną, nie znalazła leczniczego zastosowania, jest wykorzystywana w rytuałach religijnych.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Kontynuuj czytanie
Reklama
Kliknij, aby skomentować

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Poradnik

Nowa edycja programu Senior plus. Rusza nabór wniosków

Opublikowano

dnia

Dodane przez

– Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej informuje:

Rusza nabór wniosków w programie Senior plus w edycji 2023. Samorządy mogą ubiegać się o dofinansowanie na utworzenie lub funkcjonowanie Dziennych Domów i Klubów dla seniorów. Celem programu jest zwiększenie aktywności uczestnictwa w życiu społecznym osób starszych. Budżet programu w tej edycji to 60 mln zł.

Oferty należy składać w wersji elektronicznej w Generatorze Obsługi Dotacji (GOD) do 5 stycznia 2023 r. do godz. 16.00. Wyniki konkurs zostaną ogłoszone najpóźniej do 17 marca 2023 roku. Program pozwala na dofinansowanie projektów “jednorocznych”, tj. realizowanych i zakończonych wyłącznie w 2023 roku.

– Chcemy, aby seniorzy mieli możliwość realizacji swoich pasji oraz, żeby byli bardziej aktywni. Takim celom służy tworzenie Domów i Klubów Senior plus. W całej Polsce mamy ich już prawie 1,1 tys. takich placówek, zależy nam, aby ich przybywało. Zachęcam samorządy do udziału kolejnej edycji programu – mówi minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg.

Środki dla Dziennych Domów i Klubów Senior plus

O dofinansowanie ubiegać mogą się gminy, powiaty i samorządy województw.

W module pierwszym dofinansowane będzie tworzenie nowych placówek:

– dofinansowanie może wynieść maksymalnie 400 tys. złotych w przypadku Dziennych Domów

– na utworzenie Klubów dla seniorów można dostać z kolei 200 tys. złotych dotacji

– w ten sposób sfinansowane może być nawet 80 proc. całkowitego kosztu realizacji zadania.

W module drugim można ubiegać się o dofinansowanie działalności już istniejących domów i klubów dla seniora:

– w tym przypadku dotacja nie może stanowić więcej niż 50 proc. całkowitego kosztu realizacji zadania

– na utrzymanie jednego miejsca w Dziennym Domu Senior+ można uzyskać miesięcznie nie więcej niż 400 złotych dofinansowania

– z kolei utrzymanie jednego miejsca w Klubie Senior+ może być dofinansowane kwotą do 200 złotych miesięcznie

Senior plus to program o charakterze wieloletnim. Dziś Domów i Klubów Senior+ działających w Polsce jest prawie 1,1 tys. Oferują ponad 25 tys. miejsc. W latach 2021-2025 rząd Prawa i Sprawiedliwości przeznaczył na realizację programu w sumie 300 mln złotych, po 60 mln złotych rocznie.

Źródło informacji: PAP

Zdjęcie główne: Getty Images

Kontynuuj czytanie

Poradnik

Aż 4 na 5 polskich singli czerpie inspiracje z telewizyjnych programów randkowych

Opublikowano

dnia

Dodane przez

● 40% polskich singli oglądających programy randkowe uważa je za źródło inspiracji w odniesieniu do ich własnych zachowań podczas randek;
● 1/3 badanych twierdzi, że programy randkowe pokazują im, czego powinni oczekiwać od życia i inspirują ich do wprowadzania zmian;
● Magdalena Chorzewska, psycholog, która doradzała w jednym z programów randkowych, zwraca uwagę, że randkowanie w prawdziwym życiu wygląda inaczej – nie ma tu castingów, kamer, ani psychologicznego wsparcia po każdej sprzeczce. Zachęca, aby randki na które się umawiamy były jak najbardziej szczere i autentyczne i tym samym pozwoliły nam na szybsze znalezienie tego, czego szukamy.

Tej jesieni miliony Polaków spędzają niezliczone godziny na oglądaniu telewizyjnych programów randkowych. Śledzą historie rozgrywające się zarówno w tradycyjnych polskich sceneriach, jak i tych egzotycznych. Ponieważ niektóre z najpopularniejszych programów miały już swoje finały lub zbliżają się do końca, aplikacja randkowa Badoo postanowiła sprawdzić za pomocą badania*, dlaczego tak wielu polskich singli jest nimi zaintrygowanych oraz co z nich wynoszą. Czy służą jako pozytywne inspiracje, czy raczej jako lekcje na temat tego, czego należy unikać w życiu. Przedstawiamy najnowsze dane.

27% respondentów, którzy wzięli udział w badaniu śledzi telewizyjne programy randkowe dla dramatów i konfliktów. Z kolei 1 na 3 badanych robi to, ponieważ oglądanie bardziej ekskluzywnego życia niż swoje sprawia im przyjemność, a 1/4 ogląda je, bo pokazują ludzi, z którymi się utożsamiają. Nie dziwi za to fakt, że większość – 49% – ogląda programy randkowe dla romantycznych historii.

Telewizyjne programy randkowe są tworzone w celach rozrywkowych, ale badanie zlecone przez Badoo pokazuje, że w rzeczywistości chodzi o coś więcej. Jak się okazuje, tylko 1 na 5 singli twierdzi, że nie są one w żaden sposób inspirujące i niczego ich nie uczą. Pozostali respondenci jednak wyciągają z nich lekcje, które starają się stosować we własnym życiu. Niemal 1/3 badanych stwierdziła, że programy randkowe pokazują im, czego powinni oczekiwać od życia i inspirują ich do zmian. Dla pozostałych osób to okazja, aby rozważyć własne zachowania i zobaczyć sytuacje, których chcieliby uniknąć we własnym życiu. Być może są to właśnie wspomniane wcześniej dramaty i konflikty, które widzowie wolą podglądać w TV niż obserwować u siebie.

Psycholog Magdalena Chorzewska, która uczestniczyła jako ekspertka w programie randkowym, komentuje: „Polska publiczność uwielbia oglądać programy randkowe, wręcz ich pożądając. W telewizji jest ich tak dużo, że widzowie mogą nawet wybrać format show, który chcą śledzić. Co chwila słyszymy też o powstawaniu kolejnych sezonów popularnych produkcji. Na to zjawisko z pewnością ma wpływ fakt, że uwielbiamy podglądać i oceniać życie innych ludzi. Widzowie często czerpią z nich inspiracje, przeglądając się jak w lustrze w sylwetkach uczestników. Identyfikują się z bohaterami, przeżywają wraz z nimi ich trudności i radości. Niejednokrotnie znajdują rozwiązanie lub podpowiedź dotyczącą ich własnych relacji czy randek. Te programy pełnią z jednej strony funkcję edukacyjną, z drugiej – są przyjemną odskocznią od codzienności.

Badanie Badoo, z którego wynika, że widzowie czerpią inspiracje z telewizyjnych programów randkowych, potwierdza moje własne doświadczenia. Wielokrotnie słyszałam od widzów i fanów jednego z takich programów, z którym byłam związana, jak wiele wynoszą z każdego odcinka. Powodem jest fakt, że mogą obserwować tworzącą się relację i usłyszeć komentarz ekspertów psychologów. Mimo, że w programach tych występują ludzie, z którymi możemy się utożsamiać i czerpać od nich inspiracje, to warto pamiętać, że randkowanie w prawdziwym życiu wygląda inaczej – ludzie nie zamykają się w domu na kilka tygodni na początku relacji lub nie biorą ślubu z nieznajomym. Nie ma też castingu, kamer, ani pogotowia psychologicznego po każdej sprzeczce, a zachowania uczestników mogą być podyktowane lękiem przed krytyką, jako, że nieustannie są wystawiani na ocenę. W programie często musi być też ten efekt >>wow<<, żeby utrzymać zainteresowanie publiczności. To może wywierać na nas presję, że u nas powinno wyglądać to tak samo. Dlatego namawiam, żeby spotykając się z drugą osobą być po prostu sobą – w życiu potrzebna jest chęć poznania drugiej osoby, cierpliwe budowanie relacji, przyglądanie się swoim emocjom i wsłuchiwanie się we własne potrzeby. Warto też zadbać o to, żeby randka z jednej strony była czymś wyjątkowym, ale z drugiej – żeby nie tworzyć sztucznych sytuacji, w których czulibyśmy się niezręcznie. Randki powinny być jak najbardziej autentyczne i szczere, ponieważ tylko wtedy mamy szansę naprawdę poznać tę drugą osobę i tym samym szybciej znaleźć to, czego szukamy”.

Czy popularność programów randkowych oznacza, że widzowie chętnie wzięliby w nich udział? Zdania są podzielone i to niemal po równo, ale co ciekawe, to mężczyźni są bardziej otwarci niż kobiety, aby zamienić domową kanapę na miejsce w show. Interesujące jest również to, co byliby skłonni zrobić przed kamerami, gdyby przyszło im dołączyć do jednego z takich programów. Nikogo pewnie nie zdziwi, że blisko połowa badanych wyjechałaby w jakieś egzotyczne miejsce, a niewiele mniej zdecydowałoby się na pocałunek przed kamerami. Ale fakt, że aż 30% mężczyzn – przy tylko 5% kobiet – byłoby gotowych na seks na oczach widzów jest zdecydowanie wart odnotowania. Co więcej, 17% widzów wzięłoby ślub z osobą poznaną w programie, a jedynie 10% rozebrałoby się na oczach widzów – czyli łatwiej założyć obrączkę… niż zdjąć ubranie.  

Istnieje wiele powodów, dla których polscy single nie są skłonni do wzięcia udziału w programach randkowych. Jednym z nich może być fakt, że aż 83% badanych uważa, że pokazywane w nich sytuacje są w całości lub częściowo inscenizowane i wcześniej zaplanowane. Wielu respondentów nie wierzy też w szczere pobudki uczestników, których głównym powodem wzięcia udziału w randkowym show miałaby być próba znalezienia miłości. Zaledwie 28% badanych sądzi, że właśnie z taką intencją przyszli do programu. Ponad połowa uważa jednak, że robią to dla pieniędzy i sławy.

Gdzie w takim razie single szukają romantycznych relacji? Najwięcej osób, bo aż 58% wskazało, że aplikacje randkowe są dla nich najbardziej efektywnym sposobem poszukiwania potencjalnego partnera lub partnerki. Single oglądający telewizyjne programy randkowe inspirują się nimi, jednak w swoim życiu uczuciowym wolą polegać na aplikacjach randkowych i używać ich do znalezienia odpowiedniej osoby.

„Nawet jeśli telewizyjne programy randkowe są dla singli inspiracją, to jednak niezwykle ważne jest to, aby nasze oczekiwania nie były oderwane od rzeczywistości. Randki w prawdziwym życiu mają nam sprawiać radość i być dla nas po prostu świetnie spędzonym czasem. Cieszy mnie fakt, że to jednak aplikacje randkowe zostały wskazane przez dużą liczbę ankietowanych jako główne miejsce, w których single szukają partnerów bądź partnerek do randkowania” – mówi Remy Le Fèvre, Head of Brand Engagement and Influence w Badoo.

Badanie zrealizowano w Polsce w listopadzie 2022 roku przez agencję SW Research metodą wywiadów online (CAWI) na próbie 1064 randkujących singli (18+) oglądających programy randkowe.

Źródło informacji: Badoo

Zdjęcie główne: Getty Images

Kontynuuj czytanie

Poradnik

Serce złamane stresem. Szczególnie dotyka w tym wieku

Opublikowano

dnia

Dodane przez

Kardiomiopatia to rzadkie zaburzenie serca, które powstaje w wyniku emocjonalnego lub fizycznego stresu, przy czym szczególnie dotyka kobiet po 50. roku życia. Objawami przypomina zawał.

Coraz więcej kobiet ma „złamane serce” – donoszą naukowcy z Cedars-Sinai Medical Center. Szczególnie – 10 razy więcej niż młode kobiety i mężczyźni – cierpią panie w wieku od 50. roku życia. Nie, nie chodzi o zawód miłosny, ale o tzw. zespół Takotsubo (TTS), zwany także zespołem złamanego serca lub kardiomiopatią stresową.

Dane na temat 135 tys. osób z tym zaburzeniem zdiagnozowanym w latach 2006-2017, oprócz potwierdzenia, że kobiety chorują częściej, pokazało, że u osób żeńskiej płci w wieku 50-74 lata, liczba przypadków rośnie 10 razy szybciej, niż w innych grupach. Ta rzadka na szczęście przypadłość może objawiać się nagłym bólem w klatce piersiowej, skróceniem oddechu i przypominać atak serca. Może nastąpić zwężenie tętnic w sercu, jednak w przeciwieństwie do sytuacji przy zawale, nie dochodzi do zablokowania naczyń. Często lewa komora ulega powiększeniu.

Brak terapii, ale dobre rokowania

Czasami podaje się leki zmniejszające obciążenie serca i obniżające ryzyko ponownego zdarzenia tego typu. Rzadko, ale jednak jest to możliwe, dochodzi do zgonu czy powikłań – arytmii, obrzęku płuc, niedociśnienia, niewydolności serca czy zakrzepów. Przyczyną, jak się uważa, jest stres i prawdopodobnie związany z nim wyrzut adrenaliny do krwi. Chorobę może więc poprzedzić trudne przeżycie psychiczne lub fizyczne – śmierć bliskiej osoby, wypadek, mocna awantura, ostra choroba, zabieg chirurgiczny. Rzadziej może mieć ona związek z niektórymi lekami czy nielegalnymi substancjami np. metamfetaminą czy kokainą. Brakuje niestety celowanego leczenia, na szczęście jednak chory zwykle dochodzi do siebie w czasie kilku tygodni.

Covid łamał serce

Kiedy weźmie się pod uwagę przyczyny zaburzenia, nie dziwi odkrycie naukowców z Cleveland Clinic, którzy zauważyli znaczący wzrost zachorowań w czasie obecnej pandemii. „Epidemia Covid-19 wywołała stres na wielu różnych poziomach, na całym świecie. Ludzie martwią się nie tylko o zdrowie swoje czy swoich rodzin, ale muszą radzić sobie z problemami ekonomicznymi, emocjonalnymi i społecznymi, a także często samotnością i izolacją – zwraca uwagę dr Ankur Kalra, autor publikacji, która ukazała się w piśmie „JAMA Network Open”. Osoby ze zdiagnozowanym syndromem Takotsubo były przy tym wolne od Covid-19. – Stres może powodować fizyczne skutki w naszym ciele, w tym w sercu, na co wskazuje rosnąca liczba przypadków kardiomiopatii stresowej” – podkreśla specjalista.

Zdaniem naukowców ważne jest, aby się odpowiednio o siebie zatroszczyć. To samo z pewnością dotyczy innych stresowych sytuacji, nie tylko epidemii. „Podczas gdy pandemia ewoluuje, opieka nad sobą samym w tym trudnym czasie jest krytyczna dla zdrowia serca i ogólnego stanu. Jeśli ktoś czuje się przeciążony stresem, ważne aby skonsultował się z lekarzem. Ćwiczenia, medytacja, relacje z rodziną i przyjaciółmi z uwzględnieniem odpowiedniego dystansu i środków ostrożności mogą pomóc w zmniejszeniu napięcia” – podkreśla dr Grant Reed, jeden z głównych autorów badania.

Groźne katastrofy

Z kolei badacze z University of Arkansas po przyjrzeniu się ponad 20 tys. pacjentów z zespołem Takotsubo wykryli ponad dwukrotny wzrost zachorowań w stanie Vermont, który nawiedził niszczący huragan Irene. Wzrost liczby przypadków zanotowali też w Missouri nawiedzonym przez Tornado. „Nasze wyniki wskazują, że dwa kataklizmy, jeden w Vermont, drugi w Missouri mogły potencjalnie wywołać wzrost zachorowań na kardiomiopatię Takotsubo w tych regionach” – zwraca uwagę główny autor badania dr Sadip Pant. „Lekarze i inny personel oddziałów ratunkowych powinni mieć taką możliwość na uwadze, jako że znajdują się na pierwszej linii pomocy pacjentom w przypadku naturalnych katastrof” – podkreśla dr Pant.

Wiele zależy od mózgu

Zaburzenie jest jeszcze dosyć słabo poznane, ale badania odkrywają kolejne informacje. Naukowcy z Massachusetts General Hospital i Harvard Medical School odkryli na przykład, że na zachorowanie bardziej narażone są osoby o szczególnie silnie reagującym na stres ciele migdałowatym. To ośrodek w mózgu zaangażowany m.in. w przetwarzanie emocji. Nieco nietypowej aktywności mózgu osób predysponowanych do rozwoju zaburzenia towarzyszyły też zmiany w szpiku.

Wyniki te przynoszą kolejne dowody na szkodliwe działanie związanych ze stresem biologicznych procesów na układ krwionośny. Odkrycia takie jak to wskazują na potrzebę prowadzenia dalszych badań nad wpływem ograniczania stresu czy stosowaniem leków oddziałujących na pewne części mózgu i serce – mówi kierujący badaniem dr Ahmed Tawakol. – W międzyczasie, napotykając pacjentów w chronicznym stresie, lekarze powinni rozważyć możliwość, że ograniczenie stresu może przynieść korzyści układowi krwionośnemu – podkreśla ekspert.

Zbyt silna radość

Okazuje się, że nie tylko trudne sytuacje są groźne. Kiedy badacze ze Szpitala Uniwersyteckiego w Zurychu przeanalizowali dane na temat prawie 2 tys. pacjentów z zaburzeniem, u prawie 500 z nich zidentyfikowali wyraźny, łatwy do określenia czynnik emocjonalny. 96 proc. z tych osób doświadczyło ciężkiego przeżycia, jednak u 4 proc. chorobę poprzedziło radosne wydarzenie, na przykład wesele, narodziny wnuka, czy nawet urodziny albo wygrana ulubionej drużyny rugby. „Pokazaliśmy, że wyzwalacze TTS mogą być dużo bardziej zróżnicowane, niż wcześniej sądzono. Osoba z TTS nie jest już typowym pacjentem z >>syndromem złamanego serca<<, a chorobę mogą poprzedzać także pozytywne emocje” – twierdzi autorka badania Jelena Ghadri, która założyła pierwszy na świecie Międzynarodowy Rejestr Takotsubo (http://www.takotsubo-registry.com).

Lekarze powinni mieć mieć tego świadomość i brać pod uwagę, że pacjenci przywożeni na oddział ratunkowy z objawami ataku serca takimi jak ból w klatce piersiowej i trudnościami w oddychaniu, ale po radosnym wydarzeniu i pozytywnych emocjach, mogą cierpieć z powodu TTS, podobnie jak pacjenci z podobnymi objawami, ale po negatywnym zdarzeniu emocjonalnym. Nasze wyniki rozszerzają kliniczne spektrum TTS. Sugerują także, że radosne oraz smutne wydarzenia mogą oddziaływać na podobne ścieżki emocjonalne prowadzące ostatecznie do TTS – dodaje specjalistka.

Nadzieja na lek

Choć specyficznych leków na razie nie ma, naukowcy ciągle ich poszukują. Grupa z Monash University doniosła w ubiegłym roku o leku, który może pomagać w terapii przypadłości. Na razie w badaniach na myszach zespół wykazał silne działanie kwasu suberanilohydroksamowego. To oddziałujący na aktywność różnych genów związek, który stosuje się obecnie w terapii niektórych nowotworów.

Po raz pierwszy pokazaliśmy, że lek wykazuje ochronne i terapeutyczne działanie ważne dla zdrowia serca. Nie tylko spowalnia uszkodzenie serca, ale także cofa zniszczenia spowodowane stresem – informuje kierujący pracami prof. Sam El-Osta. – To przedkliniczne badanie wskazuje na nowy standard zapobiegania i leczenia z pomocą kardioprotekcyjnego leku oddziałującego na geny w sercu – dodaje ekspert. To dobra wiadomość. Tymczasem warto pamiętać, że ból w klatce piersiowej, szybkie nieregularne bicie serca, skrócony oddech, także po stresującym wydarzeniu, to sygnał do natychmiastowego skontaktowania się z lekarzem.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Zdjęcie główne: Getty Images

Kontynuuj czytanie

Polecane