Connect with us

Poradnik

Czy małpia ospa zagraża mieszkańcom Koła?

Opublikowano

dnia

W dziewięciu krajach Europy: Anglii, Niemczech, Szwajcarii, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, we Włoszech, Belgii i Francji, a także w USA, Kanadzie i Australii wykryte zostały przypadki małpiej ospy. Warto znać podstawowe fakty o tej chorobie.

Pierwsza dobra wiadomość jest taka, że człowiek nie tak łatwo może się nią zarazić. Druga, że charakteryzuje się znacznie mniejszą śmiertelnością niż ospa prawdziwa, która została wyeliminowana w ubiegłym wieku.

Jak sugeruje nazwa, chorobę wywołuje wirus ospy małpiej (MPV) należący do rodzaju Orthopoxvirus – tej samej, do której przynależy zarazek ospy prawdziwej. Ogniska choroby po raz pierwszy naukowcy zaobserwowali pod koniec lat 50-tych ubiegłego wieku właśnie u małp, hodowanych na potrzeby badań laboratoryjnych. Dopiero w 1970 r., w Demokratycznej Republice Konga zanotowano pierwszy przypadek zakażenia człowieka, w latach wzmożonej walki z ospą prawdziwą.

Od tamtego czasu chorobę widziano u ludzi w różnych afrykańskich krajach. Zdarzały się też związane z podróżami zakażenia poza Afryką. Np. w listopadzie i lipcu ubiegłego roku potwierdzono dwa przypadki w USA. Wcześniej, w 2003 roku, także w USA pojawiło się ognisko choroby. Wówczas przyczyną był transport grupy zwierząt, w tym gryzoni, z Ghany. Część z nich była hodowana obok nieświszczuków (piesków preriowych), które po zakażeniu, ale zanim ujawniły się objawy, zostały sprzedane jako egzotyczne maskotki. To te zwierzątka przeniosły z kolei chorobę na ludzi. Powstrzymano ją m.in. z pomocą licznych testów diagnostycznych, szczepień przeciw ospie prawdziwej, edukacji pacjentów i służby zdrowia i hodowców oraz ograniczeniom odnośnie sprowadzania zwierząt.

Nie tak trudno się chronić

Dochodzenie w sprawie wspomnianego ogniska choroby wykazało np., że zakażeniom sprzyjały ugryzienia, zadrapania przez zwierzęta, a także takie zachowania, jak ich głaskanie czy wpuszczanie do łóżka. Nie stwierdzono wtedy przypadku przeniesienia choroby z człowieka na człowieka. Inaczej jest obecnie.

W opublikowanym 23 maja komunikacie Europejskie Centrum Zapobiegania i Kontroli poinformowało, że w zidentyfikowanych ostatnio ogniskach dominują przypadki małpiej ospy wśród mężczyzn mających kontakty seksualne z mężczyznami (MSM). Czytamy w nim również, że występujące w niektórych przypadkach zmiany skórne, mogą sugerować/wskazywać na transmisję zakażenia drogą kontaktów seksualnych. Ponadto, istnieje potencjalne ryzyko przeniesienia wirusa z człowieka na zwierzę.

Wirus małpiej ospy przedostaje się bowiem przez uszkodzenia skóry, nawet niewielkie, układ oddechowy czy błony śluzowe. Od zwierząt, oprócz zadrapań, ugryzień czy dotykania, można się zakazić przygotowując ich mięso, kontakt z płynami fizjologicznymi czy materiałem pochodzącym ze zmienionych chorobowo miejsc na ciele.

Zakażenie może jednak następować także od zainfekowanych osób. Między ludźmi jednak wirus przenosi się głównie na dużych kroplach śliny, a to sugeruje, że potrzebna jest mała odległość. Możliwe jest też przeniesienie zarazka przez kontakt z płynami ciała zainfekowanej osoby czy przedmiotami, z którymi chory miał styczność przez dłuższy czas, np. ubraniami czy pościelą. Zapobieganie zakażeniu obejmuje więc przede wszystkim unikanie kontaktu z niebezpiecznymi zwierzętami, zainfekowanymi ludźmi oraz przedmiotami, z którymi chorzy mieli styczność. Pomoże też odpowiednia higiena, w tym tak proste zabiegi jak dokładne mycie rąk czy ich dezynfekcja. Personel medyczny naturalnie musi stosować odpowiednie zabezpieczenia osobiste. Ryzykowne mogą się okazać kontakty seksualne z wieloma osobami.

Przebieg małpiej ospy

Od momentu zakażenia choroba rozwija się przez okres od 5 do 21 dni, najczęściej jednak w czasie od tygodnia do dwóch. Objawy są raczej wyraźne i przypominają te, które towarzyszą ospie prawdziwej, choć są mniej nasilone. Najpierw pojawia się gorączka, dreszcze, ból głowy, bóle mięśni i poczucie osłabienia. Małpia ospa powoduje opuchliznę węzłów chłonnych, co odróżnia ją od ospy prawdziwej. Później pojawia się wysypka, zwykle najpierw na twarzy. Tam się zwykle koncentruje, choć może objąć różne miejsca na ciele. Zmiany mogą być płaskie lub nieco wypukłe i wypełnione przezroczystym lub żółtym płynem. Potem zasychają i odpadają.

W większości przypadków objawy ustępują same. Choroba trwa zwykle od tygodnia do dwóch. W niektórych przypadkach dochodzi jednak do powikłań, takich jak infekcje skóry, zapalenie płuc, dezorientacja, groźne infekcje oczu. Najbardziej zagrożone komplikacjami są noworodki, dzieci i osoby z osłabioną odpornością. Choroba powoduje śmierć u kilku proc. zakażonych. W przypadku obecnego szczepu eksperci mówią raczej o 1 proc., czyli wielokrotnie mniej, niż przy ospie prawdziwej (tu śmiertelność wynosiła od 30 do nawet ponad 90 proc.!).

Medycyna nie jest bezradna wobec małpiej ospy

Według oceny ryzyka przedstawionego przez ECDC ryzyko zachorowania oraz ciężkiego przebiegu choroby dla ogółu społeczeństwa jest niskie.

W przypadku zauważenia opisanych wyżej objawów, oprócz kontaktu z lekarzem, ważna jest samoizolacja w celu ochrony innych. Jeśli natomiast chodzi o leczenie, w Unii Europejskiej dopuszczony lek o nazwie “tekowirymat” przeznaczony do leczenia ewentualnych zakażeń ospą prawdziwą, krowią i właśnie małpią. Nie ma jednak danych na temat jego skuteczności u ludzi – w badaniach na zwierzętach lek ten w statystycznie znaczącym stopniu poprawiał przeżywalność po podawaniu śmiertelnej dawki wirusa małpiej ospy. Wiadomo natomiast, że środek ten jest przez człowieka dobrze tolerowany.

Specjaliści uważają, że być może pewną skuteczność wykazywałyby też inne leki przeciwwirusowe czy przeciwciała przeciwko wirusowi krowianki. Danych jednak jest niewiele. Jak przypominają eksperci z WHO, istnieje jednak kilka szczepionek skierowanych przeciwko ospie prawdziwej, które także do pewnego stopnia będą chroniły przed małpią ospą.

Być może osoby zaszczepione przeciwko ospie prawdziwej, kiedy szczepienia te były obowiązkowe, będą miały pewną ochronę. Warto jednak pamiętać, że szczepienia te przerwano w latach 80. w związku z eradykacją tej groźnej choroby, a ich skuteczność wygasała po kilku latach.

Szczególną uwagę warto zwrócić natomiast na relatywnie nową szczepionkę przeciw ospie prawdziwej, w Unii Europejskiej zarejestrowaną pod nazwą ImvanexTM, a w USA – Jynneos. Jej zadanie to ochrona przed ospą prawdziwą, ale w USA wskazanie do jej użycia to także ochrona przed ospą małpią. Ocenę tej szczepionki prowadzi obecnie Europejska Agencja Leków.

Na koniec warto zaznaczyć, że choć eksperci i zajmujące się zdrowiem agencje takie jak WHO czy ECDC traktują wirusa i obecne przypadki jak najbardziej poważnie, to specjaliści podkreślają, że nie ma obecnie powodów do większych obaw, a zagrożenie ze strony małpiej ospy dla ludzkiej populacji oceniają jako niskie.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Zdjęcie główne: Getty Images

Kontynuuj czytanie
Reklama
Kliknij, aby skomentować

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Poradnik

Migrena – co to jest i jak sobie z nią radzić

Opublikowano

dnia

Dodane przez

To z pewnością nie jest zwykły ból głowy, a często trudne do zniesienia cierpienie – bywa, że trwające nawet kilka dni. Na szczęście nawet z diagnozą migreny można cieszyć się życiem w dobrej kondycji. Coraz więcej też wiadomo, co może sprowokować ataki i jak zmniejszyć ryzyko ich wystąpienia. Sprawdź!

Jak pokazało niedawno duńskie badanie, migrena to jedna z najpowszechniejszych przyczyn kłopotów zdrowotnych w pracy.

„Problemy doświadczane przez osoby z tym zaburzeniem dotyczą przede wszystkim zdolności do zapamiętywania, podejmowania szybkich decyzji oraz ciężkiej pracy fizycznej. Migrena to jeden z wiodących powodów upośledzenia różnych funkcji u osób poniżej 50. roku życia. Bóle głowy mają często negatywne skutki dla produktywności i są przyczyną zwolnień lekarskich – mówi Kirsten Nabe-Nielsen z Uniwersytetu w Kopenhadze. – Nie możemy sobie pozwolić, aby nie traktować jej poważnie” – dodaje.

Migrena, to więcej niż „zwyczajny” ból głowy (https://www.youtube.com/watch?v=E6lMGCoRBPA). Opisuje się ją jako silny, pulsujący lub rwący ból. Jednak to nie wystarczy, aby mówić o migrenach. Według International Headache Society musi wystąpić odpowiednia liczba ataków, a ból, jeśli nie jest leczony, musi trwać co najmniej cztery godziny. Bierze się też pod uwagę dodatkowe symptomy, takie jak nudności, wymioty, nadwrażliwość na światło czy dźwięki. Ataki mogą inaczej wyglądać u różnych osób. Wątpliwości odnośnie rodzaju bólu rozwieje lekarz.

Warto przy tym wiedzieć, że czasami bóle są poprzedzone przez objawy „ostrzegawcze”, takie jak zaparcie, wzmożone wydalanie moczu, wahania nastroju, sztywność szyi, a nawet częste ziewanie. Około jedna trzecia osób cierpiących na migrenę doświadcza też tzw. aury – zwykle są to wizualne doświadczenia – np. złudzenia błysków światła, jasnych plam, różnych kształtów czy nawet utrata widzenia. Może też po jawić się drętwienie twarzy lub innych części ciała, mrowienie, zaburzenia mowy. Migrena może dotykać nawet 1 na 5 kobiet, 1 na 16 mężczyzn oraz 1 na 11 dzieci. 

Co to jest migrena?

Jest to choroba neurologiczna. Charakteryzuje się nawrotowymi epizodami bólów głowy, którym towarzyszą nudności, wymioty i światłowstręt. Częstość jej występowania szacuje się na ok. 6 proc. w przypadku mężczyzn i 15 -18 proc. kobiet. Najwięcej nowych zachorowań pojawia się w okolicach 40. roku życia, co oznacza, że cierpią przede wszystkim ludzie aktywni zawodowo. Najbardziej dotkliwa jest migrena przewlekła, w jej przypadku napady migrenowego bólu głowy trwają powyżej 15 dni w miesiącu przez okres przynajmniej 3 miesięcy.

Migrena a ryzyko demencji

Cierpienie może być więc silne. Co więcej, może oznaczać zwiększone zagrożenie innymi problemami. Grupa z francuskiego Université de Versailles-Saint-Quentin-en-Yvelines, po analizie prawie 70 dostępnych prac naukowych wykryła korelację między migrenami u starszych kobiet i zwiększonym ryzykiem demencji. Zdaniem badaczy działać może kilka biologicznych mechanizmów, które taki związek powodują. „Migreny obejmują na przykład chroniczny ból, a on, jak już wykazano, znacząco wpływa na pogorszenie pamięci i ryzyko demencji. Kobiety zwykle częściej cierpią na ataki migreny, więc zagrożenie demencją u kobiet z migrenami może być większe, niż u mężczyzn z tą przypadłością – wyjaśnia autor odkrycia, dr  Louis Jacob.

Wymaga ono jednak dalszych badań; na razie nie odkryto związku przyczynowo-skutkowego.Masz migrenę? Szukaj pomocy

O powadze problemu może świadczyć kanadyjskie badanie, według którego 1 na 12 dorosłych tego kraju cierpiących na migrenę przynajmniej raz w życiu próbowało popełnić samobójstwo.

„Nawet po wzięciu pod uwagę znanych czynników dodatkowych wpływających na ryzyko takiego kroku, osoby z migrenami taką próbą o 77 proc. bardziej zagrożone od osób wolnych od migren. Prawie 30 proc. Kanadyjczyków, którzy próbowali popełnić samobójstwo, to ludzie z migrenami” – mówi prof. Esme Fuller-Thomson kierująca badaniem, które objęło ponad 20 tys. osób.

Potwierdziło ono ponadto wcześniejsze ustalenia dotyczące ryzyka prób samobójczych – najbardziej zagrożone nimi były osoby, które w dzieciństwie doświadczyły nadużyć, w tym przemocy fizycznej i seksualnej. Znaczenie miała też płeć, rasa, wykształcenie, dochody, poziom chronicznego bólu, historia uzależnień, zaburzenia lękowe i depresja. Jednak te czynniki miały łącznie niewiele większe znaczenie od traum z dzieciństwa. 
Nie tylko geny się liczą

Badania wskazują, że predyspozycje do migren mają wyraźne podłoże genetyczne. Znane i odkrywane są jednak inne czynniki. Wpływ na pojawienie się migren mogą mieć wahania hormonalne, np. związane z menstruacją. Wiele osób cierpiących z powodu migreny unika lub nie pije w ogóle alkoholu, szczególnie czerwonego wina – twierdzą, że może ono wywołać atak bólu. Zaszkodzić może także kofeina. Trzeba też uważać na stres, zbyt silne bodźce świetlne czy dźwiękowe, a nawet zapachy. Do pojawienia się bólu mogą również przyczyniać się zaburzenia snu, zmiany pogody, niektóre leki, dodatki do żywności (np. aspartam czy glutaminian sodu) oraz w ogóle niskiej jakości, przetworzone, zbyt słone jedzenie. Należy też uważać, aby nie pomijać posiłków – głód też może sprzyjać migrenie.

Naukowcy z hiszpańskiego Vall d’Hebron University Hospital w analizie dostępnych badań odkryli natomiast, jakie czynniki predysponują do rozwoju migreny przewlekłej. Naukowcy zauważyli, że z przeradzaniem się migren w postać chroniczną można powiązać m.in. nadużywanie niektórych leków, czemu towarzyszył prawie aż 9-krotny wzrost ryzyka. Z kolei częste ataki migren występujące od 5 razy na miesiąc wiązały się z 3,1 raza większym ryzykiem rozwoju chronicznej postaci zaburzenia, a występujące co najmniej 10 razy na miesiąc – prawie 6 razy większym. Depresja podnosiła natomiast zagrożenie o 58 proc., allodynia (neurologiczna nadwrażliwość na bodźce) o 40 proc. Z kolei wysokie dochody… redukowały ryzyko o 35 proc.
Dobra wiadomość

Zespół z University of Toronto, który odkrył korelację miedzy migrenami i próbami samobójczymi zauważył też coś, co dodaje nadziei. Otóż, badacze zaobserwowali, że mimo wszystko, 63 proc. Kanadyjczyków cierpiących na migreny, pod względem psychicznym czuje doskonale i jak piszą eksperci, jest w stanie „rozkwitać”.

„To badanie przynosi bardzo pozytywne informacje osobom walczącym z migrenami, ich rodzinom oraz medykom – mówi prof. Fuller-Thomson. – Jego wyniki przyczyniły się do zmiany mojego sposobu myślenia. Od osób, które sobie dobrze radzą, możemy się nauczyć ważnych rzeczy” – dodaje.

Naukowcy zauważyli też niektóre elementy życia, które pomagały w zachowaniu dobrej kondycji psychicznej. Na przykład osoby, które mogły się komuś zwierzyć ze swoich problemów, miały aż czterokrotnie większe szanse na dobre samopoczucie, niż pacjenci, którzy takiej możliwości nie mieli. Prawie 90 proc. większe prawdopodobieństwo życia w dobrym zdrowiu psychicznym miały też osoby, które wspierały się duchowością czy religią. Szkodziło natomiast słabe zdrowie fizyczne i historia przejścia depresji.

„Personel medyczny pomagający ludziom z migreną powinien wziąć pod uwagę zdrowie fizyczne pacjentów oraz ewentualność społecznej izolacji” – podkreśla współautorka badania, Marta Sadkowski.

Migrena: jak leczyć?

Jeśli natomiast chodzi o leczenie, to nie ma obecnie terapii, która całkowicie leczyłaby człowieka z migren. Jednak medycyna nie  jest bezradna. Po pierwsze, istnieją już leki, które zmniejszają zagrożenie atakami oraz redukują ból. Lekarz może zaproponować też rezygnację z niektórych leków, które mogą przyczyniać się do migren. Niektórym kobietom pomaga terapia hormonalna. Z obiecującymi wynikami testowane są też terapie specjalnym światłem o zielonym zabarwieniu. W leczeniu migreny, zwłaszcza przewlekłej, dobre efekty u sporej części pacjentów daje… wstrzykiwanie botoksu w określone miejsca.

W razie migreny należy zasięgnąć porady u neurologa, który wskaże optymalną terapię.

Nie bez znaczenia jest także rola samego pacjenta – pomocne są sposoby ograniczające napięcie, czyli odpowiednio dobrany ruch czy techniki relaksacyjne.

Chorym zaleca się także zapisywanie czynników wyzwalających ataki, aby mogli ich lepiej unikać. Istotny jest też regularny sen oraz właściwie zbilansowana dieta. Na przykład naukowcy z University of North Carolina (UNC), w Chapel Hill w badaniu z udziałem ponad setki pacjentów cierpiących na migreny zauważyli, że znacząco pomagało zwiększenie w diecie ilości rybich tłuszczów, a zmniejszenie ilości pochodzącego z niektórych roślin kwasu linolenowego. Czas z dokuczającym bólem spadł o 30-40 proc.

„Badanie to dostarczyło intrygujących informacji o tym, że zmiany w diecie mają potencjał poprawy stany osób cierpiących na wyczerpujące dolegliwości bólowe związane z migrenami, bez ubocznych skutków często towarzyszącym przyjmowaniu leków” – wyniki skomentował dr Luigi Ferrucci, doradca naukowy amerykańskiego National Institute of Aging. Z pewnością więc, oprócz lekarza, warto w przypadku migren zasięgnąć porady orientującego się w tym zagadnieniu dietetyka, a także na ile to możliwe, korzystać ze sposobów, które można zastosować samemu.

Źródło informacji: Serwis Zdrowie

Kontynuuj czytanie

Poradnik

Dziecko w brzuchu widzi, słyszy i czuje

Opublikowano

dnia

Dodane przez

Być może nie bez powodu przyszłe mamy lubią śpiewać lub nucić przyjemne melodie do swojego brzucha. Rozwijający się płód odbiera dźwięki i na nie reaguje. To nie wszystko – m.in. odbiera też zapachy i smaki, dociera do niego światło, które może mieć kluczowe znaczenie dla rozwoju.

Jarmuż czy marchewka – dziecko wie

Dzieci, które rosną jeszcze w brzuchu mamy, odpowiadają na różne smaki i zapachy – poinformowali niedawno specjaliści z Durham University. Setkę płodów obserwowali oni z pomocą nowoczesnej techniki USG, która pozwala, nie tylko na uzyskanie trójwymiarowych obrazów dziecka, ale także na śledzenie i rejestrowanie jego ruchu. To, co zobaczyli, ma prawo zadziwiać.

Kiedy na dzieci działał aromat marchewki, zmieniały one wyraz twarzy na bardziej uśmiechnięty. Z kolei, kiedy mogły poczuć aromat jarmużu, ich mimika zaczynała przypominać grymas towarzyszący płakaniu. Wystarczyło przy tym – mówią badacze – śladowe natężenie działającego na płód bodźca.

Rozwinięci w pełni ludzie odczuwają aromaty z pomocą dwóch zmysłów – zapachu i smaku. W okresie płodowym dzieje się podobnie, z tym, że na wymienione zmysły działają substancje rozpuszczone w wodach płodowych – wyjaśniają naukowcy.
Odkrycie to nie tylko ciekawostka. Badacze podejrzewają, że żywieniowe wybory kobiety mogą wpływać na późniejsze preferencje dzieci, a przez to mogą współdecydować o tym, jak zdrowo potomek będzie się odżywiał. Rozpoczęli więc już dalsze obserwacje, prowadzone po narodzinach, po to aby sprawdzić czy doświadczane w czasie płodowego rozwoju aromaty będą wpływały na to, co dzieci lubią, a czego nie lubią jeść.

Piosenka dla mózgu

Dla dzieci, w okresie rozwoju płodowego niebagatelne znaczenie może mieć także dźwięk, który już na tym wczesnym etapie może wyraźnie wpływać na rozwój mózgu. Badacze z Johns Hopkins University, w serii eksperymentów na myszach odkryli, że dźwięki docierające do płodu wydają się kształtować połączenia między neuronami w ośrodkach słuchowych – przynajmniej u myszy. W przypadku tych gryzoni działo się to jeszcze zanim otwierały się ich kanały słuchowe.

U ludzkich płodów do jego otwarcia dochodzi po ok. 20 tygodniach ciąży.

“Jako naukowiec szukam odpowiedzi na pytania o to, jak stajemy się tym, kim jesteśmy. W szczególności chcę się dowiedzieć, jak na wczesnym etapie rozwoju płodowego kształtują nas bodźce wpływające na nasze zmysły i kiedy to zaczyna się dziać” – mówi prof. Patrick Kanold, autor pracy opublikowanej w piśmie „Science Advances”. “Badając myszy, zobaczyliśmy, jak wczesne doświadczenia akustyczne pozostawiają ślad w mózgu. Wystawienie na działanie dźwięku może być istotną częścią rozwoju układu nerwowego” – zwraca uwagę prof. Kanold.

Może właśnie dlatego wiele mam lubi śpiewać swoim nienarodzonym dzieciom. Odkrycie może mieć też inne, praktyczne implikacje. Otóż, według badaczy, może pomóc w wykrywaniu i być może nawet leczeniu zaburzeń słuchu już na etapie rozwoju płodowego.

Światło dla oczu

Podobnie działać może światło – donoszą eksperci z University of California, San Francisco, którzy swojego odkrycia również dokonali badając mysie płody. Jak twierdzą, światło działające na kształtujące się oczy płodu pełni kluczową rolę w rozwoju siatkówki. Kiedy w doświadczalnych warunkach go zabrakło, u myszek nie doszło do zgodnego z biologicznym programem zaniknięcia pewnych, obecnych w siatkówce naczyń krwionośnych.

“To całkowicie zmienia nasze rozumienie tego, jak rozwija się siatkówka” – stwierdza dr Richard Lang, współautor publikacji, która ukazała się na łamach prestiżowego periodyku „Nature”. “Zidentyfikowaliśmy zależną od światła ścieżkę reakcji, która kontroluje liczbę komórek nerwowych siatkówki. Wpływa przez to na rozwój unaczynienia oka. To ważne, ponieważ kilka poważnych chorób oczu ma związek właśnie z zaburzeniami naczyń” – podkreśla ekspert.

Jedno ze schorzeń, o którym wspominają badacze, to retinopatia wcześniaków, która wynika właśnie z nienaturalnego rozwoju naczyń krwionośnych. Jak odkryli naukowcy, światło pobudza w oczach płodu pewne białko – melanopsynę, co uruchamia wspomnianą kaskadę reakcji potrzebną w prawidłowego rozwoju.

Kogo ja widzę?

Wzrokowe możliwości płodu wykraczają jednak dużo dalej, niż proste postrzeganie światła. Od dłuższego czasu wiadomo już, że małe dzieci są dużo bardziej zainteresowane twarzami niż innymi obiektami w ich polu widzenia. Jednak, jak zauważyli naukowcy z Lancaster University, już w 34 tygodniu rozwoju w łonie matki, dzieci zwracają uwagę na pewne kształty.

“Pokazaliśmy, że płód potrafi rozróżniać kształty i preferuje te, które przypominają twarze – donosi prof. Vincent Reid, autor odkrycia. – Takie preferencje dzieci znane były od wielu dekad, ale do tej pory nikt nie próbował zbadać ich w okresie płodowym” – dodaje.

On i jego zespół z pomocą nowoczesnych technik USG obserwowali dzieci, którym przez brzuch matki wyświetlali różne obrazy. Specjalista odradza oczywiście przyszłym matkom kierowanie zbyt silnego strumienia światła na brzuch. Jak bowiem wskazuje to oraz pozostałe badania, w ogóle warto pamiętać, że ukryte w brzuchu dziecko postrzega i odczuwa dużo więcej, niż mogłoby się wydawać.

Źródło informacji: PAP

Zdjęcie główne: Getty Images

Kontynuuj czytanie

Poradnik

Nowa edycja programu Senior plus. Rusza nabór wniosków

Opublikowano

dnia

Dodane przez

– Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej informuje:

Rusza nabór wniosków w programie Senior plus w edycji 2023. Samorządy mogą ubiegać się o dofinansowanie na utworzenie lub funkcjonowanie Dziennych Domów i Klubów dla seniorów. Celem programu jest zwiększenie aktywności uczestnictwa w życiu społecznym osób starszych. Budżet programu w tej edycji to 60 mln zł.

Oferty należy składać w wersji elektronicznej w Generatorze Obsługi Dotacji (GOD) do 5 stycznia 2023 r. do godz. 16.00. Wyniki konkurs zostaną ogłoszone najpóźniej do 17 marca 2023 roku. Program pozwala na dofinansowanie projektów “jednorocznych”, tj. realizowanych i zakończonych wyłącznie w 2023 roku.

– Chcemy, aby seniorzy mieli możliwość realizacji swoich pasji oraz, żeby byli bardziej aktywni. Takim celom służy tworzenie Domów i Klubów Senior plus. W całej Polsce mamy ich już prawie 1,1 tys. takich placówek, zależy nam, aby ich przybywało. Zachęcam samorządy do udziału kolejnej edycji programu – mówi minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg.

Środki dla Dziennych Domów i Klubów Senior plus

O dofinansowanie ubiegać mogą się gminy, powiaty i samorządy województw.

W module pierwszym dofinansowane będzie tworzenie nowych placówek:

– dofinansowanie może wynieść maksymalnie 400 tys. złotych w przypadku Dziennych Domów

– na utworzenie Klubów dla seniorów można dostać z kolei 200 tys. złotych dotacji

– w ten sposób sfinansowane może być nawet 80 proc. całkowitego kosztu realizacji zadania.

W module drugim można ubiegać się o dofinansowanie działalności już istniejących domów i klubów dla seniora:

– w tym przypadku dotacja nie może stanowić więcej niż 50 proc. całkowitego kosztu realizacji zadania

– na utrzymanie jednego miejsca w Dziennym Domu Senior+ można uzyskać miesięcznie nie więcej niż 400 złotych dofinansowania

– z kolei utrzymanie jednego miejsca w Klubie Senior+ może być dofinansowane kwotą do 200 złotych miesięcznie

Senior plus to program o charakterze wieloletnim. Dziś Domów i Klubów Senior+ działających w Polsce jest prawie 1,1 tys. Oferują ponad 25 tys. miejsc. W latach 2021-2025 rząd Prawa i Sprawiedliwości przeznaczył na realizację programu w sumie 300 mln złotych, po 60 mln złotych rocznie.

Źródło informacji: PAP

Zdjęcie główne: Getty Images

Kontynuuj czytanie

Polecane